niedziela, 1 listopada 2015

Sześciolatki - w ogóle i w szczególe

Szał ciał :)
W skrócie.
Początek września to dla nas chaos.  W tym roku, z dniem pierwszego września wkroczyłam na ścieżkę czystego szaleństwa, a wraz ze mną Pan Ojciec oraz małoletnia Zuzanna D.  Rzeczona małoletnia - niespełna sześć lat w pierwszej klasie to jednak mało, mówcie co chcecie - póki co radzi sobie wzorowo - pełen zachwyt ("Mamo, ja moją Panią U-WIEL-BIAM").  Wszystko jest super do tego stopnia, że jak nie może zostać w świetlicy - manipuluje krokodylimi łzami.
My z Panem Ojcem natomiast średnio na jeża.  Z nagła w kierat jak co roku.  Uroki pracy w oświacie.  Jednak tym razem zafundowaliśmy sobie apogeum chaosu: zaproponowano mi pracę z sześciolatkami i ja - wariatka - tę propozycje przyjęłam...
Otrzymałam zatem dwie pierwsze klasy z całym dobrodziejstwem inwentarza, typu: nadpobudliwości, gile z nosa, bieganie po klasie, próby odcięcia własnego nosa nożyczkami i takie tam.  Dziś mija drugi miesiąc, a ja głęboko się zastanawiam co mnie u licha podkusiło do podjęcia tej pracy ;)  Do tej pory - poza Ziutą i jej ziomkami - dzieciaki w tym wieku nie pojawiały się specjalnie często w moim życiu.  Wydawało mi się, że wszystkie będą podobne - takie małe, cudowne, przemądre i przekochane Ziuty...
Zonk!
Trzech chłopców od tygodni próbuje się pozabijać przeróżnymi metodami.  Kiedy usiłuję się z nimi bawić - ciągle mnie dotykają.  Jedna mała Ziuta na ten przykład wciąż kładzie mi rękę na głowie i się na mnie przewraca.  Mały Ziutek powiedział: "Prose Pani, wyglądas jak moja ciocia Marta" a inny na to: "Nie - jak Kopciusek w lesie"...  Kiedy przed uroczystymi obchodami Dnia Edukacji Narodowej szarpnęłam się na nowe rzęsy usłyszałam: "Masz oczy jak sowa"...  Albo mimo, że zakładam na zmianę "jedyne dwie" pary moich jesiennych botków - bo najwygodniejsze do tych dzieciakowych wygibasów - i tak mnie jeden taki brzdąc podsumował: "Czy Pani to musi codziennie inne buty zakładać..?"  Jakbym Pana Ojca słyszała...
Pani Dyrektor poinformowała mnie na samym początku, że szkoła kładzie nacisk na język angielski, stąd każda klasa ma pięć (!) godzin języka w tygodniu i po roku nauki NA PEWNO będą wspaniałe efekty...  Tja.  No nie wiem.  Jak przeżyję pierwszy semestr to dalej już będzie z górki.  Na razie po każdych zajęciach wychodzę spocona, oszołomiona i rozczochrana jak Baba Jaga.  Jeden plus - mam tyle ruchu, że zaoszczędzę na fitnesie.  Już nawet pojawiły się pierwsze zakwasy ;)
I tak sobie latam na dwie szkoły i w sumie nieźle się w tym wszystkim jednak odnajduję.  Lubię wyzwania, lubię nowe i ten rodzaj mobilizującego stresu.  I satysfakcję po fakcie:  jednak dałam radę :)  Moja kreatywność znalazła wreszcie ujście.  Już nie tylko na użytek bloga pichcę, kleję, wycinam, fotografuję czy piszę.  Teraz mają z tego pożytek i radochę śmieszne małe dzieciaki.  Nie zrozumcie mnie źle - w szkole, w której od piętnastu (!) lat pracuję również nieustannie staję na rzęsach aby czymś tę zblazowaną gimbazę rozruszać, zaciekawić czy choćby obudzić.  Ale po co to wszystko, jeśli parę dni temu przyszło NOWE i oświadczyło, że od września ja i Pan Ojciec zapewne nie będziemy mieli pracy..?
A tymczasem Ziuta stała się prawowitym sześciolatkiem, co hucznie obchodziliśmy w ostatni weekend.  Zyskała parę fajnych nowych fantów, po trochę wszystkiego: genialnie ilustrowane pozycje literatury dziecięcej, rodzinne planszówki na jesienno-zimowe wieczory, gadającego stwora, który zauroczył całą rodzinę (która jednak po chwili zapragnęła wyrzucić mu baterie), typowo babskie ustrojstwo, jak PIERWSZY W ŻYCIU (nietoksyczny) lakier do paznokci i błyskająca milionem świateł biżuteria i takie tam inne... Kilkudniowe obchody szczęśliwie dobiegły końca, wszyscy powróciliśmy do normalności (?) i życie się toczy jak wcześniej.
Może odrobinę szybciej.
A może tylko mnie... ;)
Do następnego!





-Pomyśl życzenie Ziutko!  Na pewno się sprawdzi!
- Chcę mieć pieska...
- ?!


1 komentarz:

  1. STO LAT ,STO LAT .....i Wesołych świąt przy okazji :))))i co jest piesek ?

    OdpowiedzUsuń