wtorek, 11 sierpnia 2015

Wakacyjnie, wyjazdowo i remontowo

Hej żyjeta?
My i owszem :)
Coraz dłuższe te przerwy między postami - po czterech miechach to taki pościk powinien zakrawać na arcydziełko literacko-fotograficzne.  A tymczasem...
Cóż - zmiany, rewolucje, wyjazdy, remonty, przedszkola, szkoły - sama nie wiem o czym na pierwszy ogień.  Może z okazji upałów jednak wakacyjnie:
Pojechaliśmy byli na wczasy.  I tym razem nie nad (najpiękniejszy i najlepszy) polski Bałtyk.  Byliśmy ZAGRANICO.  Ha!  Jak zwykle stres przed podróżą mnie zżerał - bo długa jazda samochodem, bo Ziuta pierwszy raz w takie gorąco, bo jak ja wytrzymam te 30 stopni (he he - okazuje się, że jednak 30 to pikuś) kiedy po ciąży wszytko mi się poprzestawiało i nawet sauna już nie ten tego.  Jednak mając wciąż w pamięci pierwszy nasz wyjazd do Chorwacji (z 10 lat wstecz) kiedy trafiliśmy na prawie prywatną rajską plażę, krystaliczną wodę i cuuuudowne widoki musiałam zabrać tam Ziutkę.
Pojechaliśmy nieco bardziej na Północ niż za pierwszym razem - wybór padł na wyspę Vir.  Miejscówka sprawdzona przez znajomych z dziećmi niecałe dwa lata wcześniej czyli bez niespodzianek.  No prawie.  Dojechaliśmy z przerwą na nocleg na kempingu w Mariborze (cudnie - polecam).  Ja tam lubię wygodnie i czysto a z nocowania w namiocie już dawno wyrosłam, jednak tą miejscówkę z pewnością jeszcze odwiedzimy.  Ziuta jak to Ziuta - zachwycona.  Namiot rozstawiliśmy 5 metrów od fajowego pirackiego placu zabaw więc czego chcieć więcej..?
Dziecina nasza o dziwo lepiej zniosła długie godziny w samochodzie niż na przykład jej matka.  W drodze nauczyła się robić balony z gumy do żucia więc zapasik balonówy pozwolił w zupełności Panu Ojcu spokojnie prowadzić a Pani Matce co raz to odpływać w krainę snu...
Zajechaliśmy, rzuciliśmy toboły, wygrzebałam gdzieś w czeluściach kremy z filtrami i pobiegliśmy na pobliską plażę.
I tu zonk.  Myślałam, że po powrocie uduszę koleżankę M. gołymi rekami.  Niech licho porwie taką miejscówkę: jakaś wybetonowana plaża z drabinkami do zielono-zarośniętej wody, milion ludzi przewalających się z boku na bok na tym betonowym chodniku, widok na spalone słońcem i przesuszone nieużytki Pagu zamiast na bezkresne morze... Rozpacz na mojej twarzy była tak widoczna, że aż Pan Ojciec - normalnie naczelny maruda naszej trójki - półgębkiem wydał polecenie: "No rozchmurz się trochę" - i dyskretnie wskazał głową w stronę skonsternowanej Ziuty, która (absolutnie cudowna i wspaniała) próbowała uratować sytuację wołając: "Mamo, jest fajnie, naprawdę jest super, woda taka ciepła..."
Takie były początki.  Ale już kolejnego dnia rozpoczęliśmy eksplorację wyspy i tu niespodzianka za niespodzianką: publiczna plaża jak z folderu ze słomianymi parasolkami, leżaczkami, woda przejrzysta, bogate życie podwodne - wszystko czego mi było trzeba.  Na pierwsze dwa dni.  Żeby się wybyczyć i poczuć jakby-luksusowo.  A potem, kiedy już złapaliśmy oddech, znaleźliśmy miejsca bajkowe: całe przeciwległe wybrzeże wyspy to jedna nierealna dzika i kamienista plaża, w większości pusta, z lazurową wodą, pięknymi rybami, ba - całymi ławicami pływającymi wokół nurkujących, rozgwiazdami, podwodnymi skaliskami pieszczotliwie nazwanymi przez Pana Ojca Mordorem, widokiem na bezkres ewentualnie małe wysepki w oddali...  Ech, już tęsknię.
Ziuta złapała bakcyla, zakup dziecięcego zestawu do snorkelingu był strzałem w dziesiątkę, ale absolutnym hitem wyjazdu był aparat, który Ziutka otrzymała na z okazji Dnia Dziecka - taki kolorowy Nikonik, pierwotnie wcale nietraktowany przez nas poważnie.  Do czasu kiedy zrobiliśmy nim pierwsze podwodne fotki.  No ŁAŁ mili państwo.  GORĄCO POLECAM.  Praktycznie całe wczasy spędziliśmy pod wodą.  Zdjęć znad powierzchni mamy raptem kilka - tyle co w telefonach :)
Przypomniałam sobie jak bardzo lubię pływać.  Kiedyś przed pracą byłam w stanie lecieć z rana na basen ze trzy razy w tygodniu.  Chyba do tego wrócę :)  Jak się jakoś poukładamy we wrześniu, bo przewiduję, że będzie dziko: Ziuta idzie do pierwszej klasy jako - niespełna - sześciolatka.  Trochę się cieszę i trochę boję.  To normalne.  Oczywista przed Ziutą oficjalnie uprawiamy pozytywny PR - że przygoda, że nowe koleżanki, że fajna pani, wycieczki, biwaki, każdego dnia masa nowych rzeczy...
Ze swojej strony zrobiliśmy wszystko, żeby niczego jej nie zabrakło.  W ciągu dwóch tygodni pokój przedszkolaka przeszedł całkowita metamorfozę - jest tak fajny, że sama bym w nim zamieszkała.  A że jego fajność nijak się nie miała do reszty mieszkania - trzeba było kontrast zneutralizować.  Poszliśmy w malowanie, szlifowanie, przestawianie, kupowanie, itp.  Pan Ojciec początkowo totalnie mnie zaskoczył - zwykle tekst typu : "Musimy tu pomalować" wprowadzał go w stan przedzawałowy.  Tym razem z ironicznym poczuciem humoru ćwierkał prawie - radośnie: "Ty mi tylko pokazuj a ja tu wszytko poprzestawiam.  Będzie tak jak chcesz.  Tylko pokaż skąd dokąd.  Paluszkiem."  Węszyłam podstęp.  Śmierdziało na kilometr.  Ale co mi tam.  Co miałam do stracenia.  Pokazywałam.  Pomagałam.  Decydowałam.  Zmieniałam zdanie.  Hulaj dusza :)
Biedny, myślał, że to potrwa góra dwa dni, poprzestawia co się da i już wolne całe długie gorące godziny aby pieścić rower...
He he.  Remont wraz z zakupami w IKEA potrwał dwa i pół tygodnia.  Akurat tak się złożyło, że w tym samym czasie do Polski dotarło saharyjskie powietrze.  A my mieszkamy na poddaszu.  Muszę przyznać, że pod koniec sama już miałam dosyć.  JA.  Szorowałam zakamarki, malowałam futryny, myłam okna, skrobałam podłogę - a pot ściekał mi do oczu i powodował pieczenie.  W życiu tak nie miałam.  Piłam wodę litrami po to aby chwile później ją całą wypocić.  Bilans na plus:  skóra oczyszczona z toksyn promienieje tak samo jak pokój pierwszoklasistki i reszta naszego em.  Pokażę, pokażę, jak kolega W. odda statyw bo pożyczył był i se używa.  A niech ma :)  W tym upale i tak fotek nie porobię, chyba, że wieczorem...
Zatem jak mawia Ziuta - nara, widzimy się zara :)
Fotki z wakacji, bo pod ręką i nie trzeba przy nich robić.  Pokazywałam wcześniej na fejsiku więc kto wcześniej oglądał może się odmeldować;)
















6 komentarzy:

  1. Podwodne wczasy, remont i już plany na wrzesień! Podziwiam niesamowitą organizację i podwodne zdjęcia! A Ziutka mądra dziewczyna jest da sobie radę - mama nie stresuj się :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako belfer mam te dwa miesiące wczasów - coś trzeba robić kiedy energia rozpiera :) Miło Cię widzieć :))

      Usuń
  2. no NARESZCIE!!! !moja ulubiona komediopisarka :))))))))))) ja bym też miała focha na beton...na mur beton :))))))))))))buźka ....nurek z ciebie pierwsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Mam nadzieję że częściej dostarczę Ci powodów do śmiechu:) Zatęskniłam za Wami kobitki :)

      Usuń
  3. Czyli co, początek września i do wymarzonej roboty?
    Podwodne foty cudowne, nie wyglądają jak z Nikonika, tylko z porządnego Nikona :)
    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ten konkretny początek września to prawdziwa rewolucja:)

      Usuń