poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Po staremu, po nowemu

Matko, toż to prawie dwa miechy jak mnie tu nie było...
Ja nie wiem, naprawdę, gdzie ten cały czas popłynął.  No - trochę wiem - zwyczajne życie go wsiorbało.  Ale i muszę uczciwie przyznać, że mi cały ten zapał do blogowania z różnych względów przeminął.  Z początku nieźle się tym bawiłam, z każdym wpisem zyskiwałam nowe umiejętności i znajomości, cieszyło mnie sporadyczne przeglądanie starszych postów i zdjęć prawie jakbym oglądała album z zamierzchłej przeszłości.
Potem okazało się, że blog zyskał na popularności w kręgach niekoniecznie będących moim targetem i jakoś tak powietrze ze mnie uszło...
Jednak życie nie znosi pustki, a już nasze wybitnie, dlatego zrekompensowało ochłodzenie na jednym polu erupcjami wulkanicznymi na pozostałych.
I tak w naszym (wspólnym - było nie było pracujemy razem) życiu zawodowym wielkie zmiany na horyzoncie: ja po kilkuletniej przygodzie z marketingiem, zarządzaniem, PR-em, wynieś-przynieś-pozamiataj-ingiem wkrótce powrócę do tego co lubię i potrafię najlepiej - pracy z młodzieżą.  W tym się odnajduję, to daje mi satysfakcję i powód, żeby w ogóle rano wyjść z domu w celach zarobkowych.  A jeśli mam tak z rana wychodzić przez najbliższe trzydzieści lat, to MUSZĘ mieć zajęcie, z którego można czerpać przyjemność, a nie takie, które powoduje, że po przyjściu do domu przez pierwszą godzinę chcę się zamknąć w szafie i krzyczeć w poduszkę;)  O tym, czy właśnie podjęliśmy dobrą czy złą decyzję, mogącą zaważyć na reszcie naszego życia świadczą zazwyczaj emocje "day-after": ja zorientowałam się głównie po huku z jakim zleciał mi kamień z serca... i po wielkim bananie na twarzy, który migał jak tylko mijałam lustro w łazience.
U Pana Ojca też zmiany i to nie byle jakie.  Ale pisać o tym nie będę, gdyż nie mam autoryzacji :)  Sam fakt, że zajdzie JAKAKOLWIEK zmiana jest już rewolucją w życiu naszego prywatnego domowego Dalajlamy.  Ale trzymam kciuki i oświadczam publicznie: zaimponowałeś mi gościu - zobaczysz, będzie fajnie!
Dla zainteresowanych rozwojem mojej joggingowej kariery - ma się świetnie.  Wręcz kwitnie, a nawet wspiera mój rozwój towarzyski - pojawiła się bowiem w moim życiu nowa kategoria znajomych: znajomi od fitnessu.  Mam z kim pobiegać, obgadać trasy, porównywać tętno i osiągi, czerpać motywację i pomysły.  Nie będę ściemniać - daleko mi do Bena Johnsona.  Moje tempo wciąż oscyluje wokół 8 minut na kilometr.  Ale za to zbliżam się do Gebre Selassie - potrafię już cięgiem przebiec 8 km bez umierania.  Z uśmiechem na twarzy.  Nie do końca kumam o co chodzi w endorfinach, ale faktycznie coś w tym jest - najwspanialszy moment w ciągu całego dnia to pierwsze trzy minuty po skończonym biegu: micha się cieszy, serce wali z radości, a ja mam wrażenie, że moje 8 kilometrów to sukces na miarę maratonu:)
I kocham te moje super-ultra-świecące-w-ciemności buty.  Za wszystko.  I za to, że przez ostatnie trzy miesiące nie biegałam może w sumie z 5 dni, i to nie przez ból w kończynach - zwyczajnie, głowa mnie ćmiła...
Po drodze jak to w życiu wydarzyła się cała masa przeróżnych rzeczy - na ogół pozytywnych.  Ziuta zaliczyła pierwsze w życiu zjazdówki (i złapała bakcyla!), celebrowaliśmy urodziny Pana Ojca, zaklepaliśmy wymarzone wczasy (hurrra!), zdecydowaliśmy do której szkoły poślemy od września na zatracenie naszą jedynaczkę, przygotowaliśmy święta...
No i już.
Święta się właśnie kończą, po wspólnym gotowaniu, siedzeniu, jedzeniu i piciu każdy zajął już swój stały kącik i w spokoju dochodzi do siebie.  Jeszcze jutro wolne, a potem powrót do rutyny.  Chociaż zauważyłam, że w tym naszym życiu nie ma co się za bardzo do czegokolwiek przyzwyczajać: jak tylko popadniemy w jakąś stabilizację-stagnację od razu jebut i rewolucja na horyzoncie:)

Kilka migawek z ostatnich tygodni.
Na ostatnim zobrazowałam jakże huczne nadejście wiosny...








Do następnego;)

4 komentarze:

  1. no to byle do wiosny i wesołej resztki świąt :)))) ale tak się zastanawiam w których kręgach się znalazłam :))))))))))??????

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, nie pomyślałam nawet, że tak to można zinterpretować :( Ty i każda zaglądająca tu życzliwa dusza w jak najbardziej pożądanych oczywiście:)) Wesołych!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana widzę ,że wasze życie kręci się na najwyższych obrotach! Mam nadzieję,że te wszystkie zmiany jakie u was zaszły spowodują ,ze i życie nabierze nowego wymiaru szczęścia :)
    Buziaczki ♥
    P.s. Odzywaj się tu czasem!

    OdpowiedzUsuń
  4. :) Oj się kręci! Ale tak jest dobrze - nie lubimy rutyny. Ostatnio myślałam o Tobie - w kontekście worka na kapcie dla pierwszaka ;) Chyba się niedługo zgłoszę, bo poprzedni baaardzo się sprawdził:) Pozdrawiam ciepło i postaram się postować częściej:)

    OdpowiedzUsuń