sobota, 24 stycznia 2015

Sprawna, zdrowa i szałowa

Ni stąd, ni zowąd zapoczątkowałam łańcuszek.  Fitnessowy.
Jakoś tak wyszło, że wraz z Nowym Rokiem przystąpiłam do biegania.  Pierwsze podejście poczyniłam jeszcze w listopadzie, ale w sposób chaotycznie spontaniczny.  A to nie po mojemu.  Jako posiadaczka osobowości obsesyjno-kompulsywnej do większości kwestii staram się podchodzić w sposób uporządkowany, z gotowym systemem i grafikiem.
I tak, od pierwszego stycznia CODZIENNIE biegam.  I jest to zupełnie niezwykłe, jako że bieganiem zwykłam gardzić już w czasach szkolnych.  Owszem, krótkie dystansy pokonywałam po mistrzowsku, jednakowoż dłuższe mnie nudziły, a wręcz powodowały chęć natychmiastowego rzucenia pawiem zaraz za pierwszym zakrętem.
No, ale COŚ PRZECIEŻ TRZEBA ROBIĆ.  Takie mamy czasy, że jak ktoś się sportem żadnym nie interesuje, to wychodzi na lamera.  W towarzystwie nie ma o czym pogadać, bo wszyscy o kaloriach, kilometrach, czelendżach i maratonach.  Oczywiście, z właściwą sobie bezczelnością, interpretuję takie zachowania jako łabędzi śpiew z okazji nadchodzącej - już mitycznej - czterdziechy.  Zwyczajnie popłynęłam z prądem;)  Żart.  A tak zupełnie szczerze - odczułam potrzebę ruchu.  Mam wrażenie, że to właśnie teraz muszę zrobić.  Poczuć moc, która jakoś tak w ostatnich latach ulatywała ze mnie jak z balonika...  Tja - moc uleciała a balonik został;)
Zatem truchtam ci ja sobie każdego dnia minimalnie 30 minut, we wspomnianym we wcześniejszym poście tempie niko niko, pokonując własne ograniczenia, poprawiając kondycję i - słowo daję - czerpiąc z tego coraz większą frajdę.  Zainwestowałam (głównie czas - w salonie spędziliśmy jakieś 2 godziny) w nowego fona z lepszym GPSem, naściągałam aplikacji, zarejestrowałam się gdzie tylko można, stworzyłam playlisty, nabyłam fajną bluzę na zimowe bieganie i pasujące do moich uszu (!) słuchawki i heja!
Bilans nad wyraz interesujący: w tym miesiącu (wliczając narty biegowe) ubiegłam już 130 kilometrów - czyli więcej niż w całym moim dotychczasowym życiu - przebiegłam ciurkiem 6 km i nawet zaliczyłam jedną spektakularną glebę w parku miejskim w samo południe...  Przygoda goni przygodę:)
Ale uwaga: to UZALEŻNIA.  Rano wstaję i już po cichu kombinuję jak, gdzie i kiedy.  Doczekać się nie mogę weekendu, bo wtedy z Panem Ojcem Przełaskawym podjeżdżamy do parku nad rzeką, gdzie biega mi się najlepiej.  Przed chwilą wróciłam z biegówek z mocno obolałym tyłkiem (w sensie nadwyrężenia mięśni) a już planuję wieczorne truchty.  Szał.
A dlaczego łańcuszek?  Bo z dnia na dzień obserwuję na "popularnym portalu społecznościowym na F" jak kolejne koleżanki z mojego rocznika podejmują wyzwanie, którego de facto wcale nie rzucałam.  Ale cieszę się, że nieświadomie zmotywowałam inne babki, bo, moje panie, czas najwyższy ruszyć tyłki - jeśli same o siebie nie zadbamy to nikt inny na pewno tego nie zrobi;)
Niniejszym ustanawiam taką rywalizację: "W kolejną dekadę życia wkroczę sprawna, zdrowa i szałowa!"  Która się przyłączy?

Dziś w roli ilustracji tematu posta buty do biegania.  Póki co nie mogę się zdecydować, czy iść w amortyzację, lekkość czy stabilność gdyż nie mam o tym bladego pojęcia.  Decyzja sama się podejmie jak mi się obecne obuwie ostatecznie rozpadnie.  Czyli wkrótce.
I jeden gadżet niezwykle, szalenie, nieodzownie konieczny.  Tak szczerze to nie wiem do czego on służy, ale jaki ładny..;)



Źródło zdjęć: www.zalando.pl

5 komentarzy:

  1. Jeju,kochana no to ja ci szczerze zazdroszczę tego samozaparcia i chęci! Mnie niestety leń ogarnął (w kwestiach ruchowych). Czekam na ciepłe dni,wtedy chociaż na rowerze zacznę jeździć ;p
    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tez czekam na rower bo nie lenistwo ale zakaz biegania mam od lekarza niestety. Kolana po 40 tce odmawiają posłuszeństwa i szanowna dr nie pozwala ...pozwala od czasu do czasu na narty, pozwala na rower, pozwala na chodzenie ...nie pozwala na bieganie. A kiedyś zaczęłam i tak jak Ciebie i mnie wciągnęło.

    OdpowiedzUsuń
  3. karmelowa: nie ma że boli - albo się chce do lata wylaszczyć albo się nie chce...;))
    Ilona G.: tam pozwala nie pozwala... właśnie dlatego przed czterdziechą chcę zdążyć;) A wiele czasu nie mam...

    OdpowiedzUsuń
  4. No to powodzenia Kochana, ja mam podejście podobne do faceta z saloonu z ''Powrotu do przyszłości'' ;)

    Doc: And in the future, we don't need horses. We have motorized carriages called automobiles.
    Saloon Old Timer: If everybody's got one of these auto-whatsits, does anybody walk or run anymore?
    Doc: Of course we run. But for recreation. For fun.
    Saloon Old Timer: Run for fun? What the hell kind of fun is that?

    OdpowiedzUsuń
  5. He he... Wierz lub nie - też tak myślałam do niedawna :)

    OdpowiedzUsuń