czwartek, 18 grudnia 2014

Ważne...

- Mamo, może się w coś pobawimy..?
- Ziutko, bawimy się w pieczenie pierniczków przecież...
- Ale ja się chcę pobawić w klocki!
- Jak tata przyjdzie to się pobawicie.  Ja idę sobie SPA niedzielne zrobić!
- A czy to takie ważne?  Bo nie przypuszczam!

Magiczny moment, kiedy córka zamienia się we własną matkę.  Ona jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, ale jak dorośnie to w takiej chwili jak ta nieźle spanikuje.  Sama wpadam w osłupienie, kiedy czasem otwieram usta i moja mama z nich wychodzi...

Przed nami ostatni tydzień pracy/przedszkola/sprzątania/biegania - potem święta.  Na razie możemy odfajkować pierniki.  I tyle.  A przed nami jeszcze przedszkolne Jasełka i debiut Pana Ojca w roli narratora ("Mamo!  Przebierzmy tatę w krawat!"), spotkanie wigilijne w przedszkolu, szkole i ze znajomymi po godzinach, zaległa imprezka urodzinowa u Ziutowej koleżanki, trochę sprzątania i zakupów, ostatnie prezenty...  Wychodzi na to, że w tym roku Wigilię, a właściwie całe święta, spędzamy bardzo kameralnie.  W pierwszej chwili szkoda mi się Ziuty zrobiło, bo od urodzenia kojarzy ten czas z uwielbianym przez nią chaosem, hałasem, tłumem i maaasą jedzenia i prezentów.  Ale od czego matka, ojciec?  Możemy się rozdwoić i roztroić i zrobimy brzdącowi Wigilię na sto dwa!  A z rana dnia następnego huzia na Józia podążamy w góry:))  Trochę jak na nas nietypowo, ale koniecznie musimy sprawdzić, czy przypadkiem tak nie wolimy...
W tej chwili moje cudowne dziecko ćwiczy zestaw kolęd na przedszkolne jasełka, w koło Macieju skandując "Powitajmy Maleńkiego i Maryję matkę jego" jak nie przymierzając na meczu na Narodowym i drze się "Alleluja, Alleluja" machając małymi łapkami w górze jak gwiazda gospel.
To głównie dzięki niej święta są wyjątkowe.  Każdą ozdobę, każdy przysmak i prezent robimy głównie z myślą o niej.  Ostatnio wybraliśmy się na łyżwy, bo taką oto nagrodę wylosowała za zadanie z tegorocznego kalendarza adwentowego.  Ojciec wygrzebał w czeluściach strychu nasze już-przestarzałe a jeszcze-nie-oldschoolowe łyżwy i mimo, że na zewnątrz zimno, mokro i ciemno - zabawa przednia.  Dziś co prawda zakwasy trochę męczą, ale warto było!
Postanowiłam w tym roku odpuścić świąteczną gonitwę i poświęcić więcej czasu na zabawę i przyjemności.  Różne mam plany - połowa pewnie nie wypali, ale nie przejmuję się tym.  W głowie mam listę priorytetów i tego będę się trzymać.
Właśnie odebrałam wiadomość, że czeka nas jeszcze jedna wigilia - w stajni, z końmi i kucami, czas spędzony na zabawach i rozmowach przy grzańcu, w przemiłym towarzystwie i w pięknych okolicznościach przyrody - już nie mogę się doczekać, żeby Ziucie zakomunikować - rękę dam sobie uciąć, że zachwyt wyrazi w  ultradźwiękach:)


P I E R N I K I    Ś W I Ą T E C Z N E

Składniki:

2 szklanki mąki (u nas mieszanka razowej, gryczanej i ryżowej)
1/2 szklanki podgrzanego miodu
1/2 szklanki brązowego cukru
1 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 opakowanie przyprawy piernikowej
1 łyżka masła
1 jajko
1/3 szklanki ciepłego mleka

Wszystkie składniki oprócz mleka wysypać na stolnicę (mąkę przesiać) i siekać nożem do uzyskania okruszków.  Powoli zagniatać ciasto dodając stopniowo mleko.  Wyrabiać dokładnie aż będzie gładkie.  Ciasto rozwałkować, wycinać pierniczki (można posmarować rozkłóconym jajkiem), ułożyć na papierze do pieczenia zachowując odstępy i piec 10-15 minut w 180 stopniach.
Wystudzić, zamknąć do szczelnych pojemniczków i poczekać aż zmiękną.
Udekorować dowolnie przed samymi świętami - my planujemy duuużo rozpuszczonej czekolady i kolorowe posypki:)






4 komentarze:

  1. Pyszna opowieść o codzienności...
    A ten czajnik i pierniczki takie urocze!

    OdpowiedzUsuń
  2. no i to jest bardzo dobra decyzja !!!! wiem bo raz tak zrobiłam i naprawdę chętnie bym to powtórzyła !!! a gdzie się dokładnie wybieracie jeśli można wiedzieć ???pierniki luks !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale przed wami jeszcze imprez ;p
    A ja nadal nie mam pierników ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Czajnik z sekendhendu, a pierniczki jeszcze przed strojeniem, ale już pachnące:)
    Wyjeżdżamy sobie w Karkonosze ;)
    W tej chwili mam już za sobą dwie wigilie a to nie koniec... Są też przepisy na pierniczki, które nie twardnieją - możesz jeszcze zrobić! Ja może i bym odpuściła w natłoku zajęć, ale Ziuta nigdy:)
    Pozdrawiam ciepło kobitki!

    OdpowiedzUsuń