poniedziałek, 1 grudnia 2014

Phyllo tarta na winie na zimny dzień

Zimno, oj zimno :)
Wieje i piździ.
I co tu począć?  Wracam do domu, przemarznięta, a tu zimno i pusto.  Pusto, bo jeszcze z pracy/przedszkola nie wrócili i mniej więcej do trzeciej nie będzie się do kogo przytulić, a zimno na własne życzenie.  Każdego ranka naszą ostatnią czynnością zanim w panice i chaosie opuścimy dom jest wyłączenie pieca i otwarcie okien.  Żeby maksymalnie wywietrzyć przy minimalnym wychłodzeniu tyłków.  Tak to sobie kiedyś wykombinowałam i nikt nie potrafi mnie przekonać, że można inaczej.  Fakt, po powrocie jest pieruńsko zimno, szczególnie w taki dzień jak dzisiaj, ale nagrzewa się błyskawicznie - o coś tam chodziło z tym świeżym zimnym powietrzem, nie pamiętam, chyba szybciej się rusza czy coś - grunt, że po chwili robi się przyjemnie.
Niestety, trzeba będzie się odzwyczajać i to na dniach.  Mam wrażenie, że Nemo i Henia (nasz "rybek" doczekał się przeładnej towarzyszki - Heksatenia cośtam, w skrócie Henia) nieszczególnie chwalą sobie niskie temperatury.  Niskie, czyli około 22 stopni.  Licho nadało dwie rybki tropikalne w środku polskiej zimy.  Nie dość, że z wyrzutami sumienia pędzę je nakarmić zaraz po rzuceniu torby i płaszcza bo zwykle rano nie ma na to czasu, to jeszcze centralnie patrzą na mnie jak na ostatnią świnię i - przyrzekam - znacząco spoglądają na akwariowy termometr.
Pewnie Mikołaj przyniesie im grzałkę.  Na wypasie, z termostatem, żeby się z kolei nie ugotowały...

Dziś po powrocie wpadłam na genialną myśl - uruchomię piekarnik, będzie jeszcze cieplej.  A żeby tak nie grzać bez sensu, wyczarowałam tartę "na winie" - od tygodnia kombinowałam do czego by tu wykorzystać zakupione w Biedrze ciasto phyllo.  Wyszło super.  To moje pierwsze podejście do tego wynalazku, ale pewnie nie ostatnie - już mi po głowie krążą sakiewki z różnym nadzieniem :)


T A R T A    P H Y L L O    N A     W I N I E

Składniki:

pół opakowania ciasta phyllo (ok.150gr)
szpinak (użyłam opakowanie mrożonego w liściach)
150 gr pokrojonych suszonych pomidorów z zalewy
100 gr pokruszonej fety
kilka pokrojonych w plastry oliwek
2 jajka
pokruszone podprażone orzeszki (np. włoskie, cashew, pinii)

Szpinak przyrządzić dowolnie - ja rozmroziłam i podgrzałam na patelni, dodałam odrobinę masła i sporo gałki muszkatołowej.  Jeśli wodnisty - odsączyć na sicie.
Wymieszać szpinak z pomidorami, fetą, oliwkami i jajkami.
Formę z wyjmowanym spodem wyłożyć arkuszami ciasta phyllo - pojedynczo każdy przesmarowując oliwą z zalewy pomidorowej i tą stroną kładąc do dołu.  Arkusze powinny sporo wystawać - tak, aby na koniec zakryć nadzienie.
Na arkusze wyłożyć nadzienie szpinakowe, posypać częścią orzeszków, zakryć nadmiarem ciasta phyllo, przesmarować po wierzchu pomidorową oliwą i posypać resztą orzeszków.
Piec 30 minut w 180 stopniach.
Smacznego!










2 komentarze:

  1. Mmm, wygląda znakomicie, szczególnie ten chrupiący wierzch :)
    Oj nie, ja nie mogę tak wymrażać w domu, bo obie z Ptysią byśmy chyba umarły...

    OdpowiedzUsuń
  2. :) A Ptysia to..? Spokojnie, ja to robię jak nas nie ma...;)

    OdpowiedzUsuń