poniedziałek, 8 grudnia 2014

O matko święta idą (czyli protest song Matki Polki)

Z ostatniej chwili - wymsknęło się z ust Pana Domu:
- Jest w tym domu jakaś igła z nitką??
Nie, do diabła, mamy wszystko oprócz tego...  Jak zapragnę akurat trochę poszyć, to sięgam po dratwę, lnianą nić na drewnianej szpuli nieociosanej i w zapamiętaniu obrzucam kawałki surowego lnu przyświecając sobie kagankiem...
- Buha ha ha ha .. ha ha ha... - jakoś nie mogłam przestać.
Jedno krótkie pytanie, a tak trafnie objaśnia, dlaczego przed każdą uroczystością (np. świętami) ogarnia mnie panika.  Nie wyrobię się, jak Boga kocham.
Jasne, podział obowiązków, ehem, pojedyncze małe łatwe do ogarnięcia zadania dla naszego osobnika męskiego, skomplikowane wielkoformatowe dla mnie.  Czyli, że Ojciec wyjmie naczynia ze zmywarki i ewentualnie poukłada SWOJE RZECZY w garderobie, a ja wypucuję okna, popiorę i poprasuję firany, odkurzę, posprzątam na błysk cztery spore pomieszczenia plus ganek, zadbam o świąteczne dekoracje, zaplanuję jadłospis i zakupy, przyrządzę potrawy, obmyślę, zakupię i popakuję prezenty dla całkiem licznej rodziny (no ok, to akurat lubię;) i padnę na ryja.
Ale WHY?  Nie ogarniam.  Przecież w każdej innej sferze ONI funkcjonują całkiem samodzielnie.  Nawet odnoszą sukcesy.  Jeeeezu, nie chce mi się już prosić, błagać, nakazywać.
Drogi Mikołaju - w tym roku marzę, żeby moi najbliżsi jakoś wykoncypowali, że MATCE TRZEBA POMÓC, tak po ludzku, z własnej nieprzymuszonej woli, bez proszenia się i nerwów.
Co prawda, zaraz po Wigilii wyjazd, a jednak fajnie wrócić do czystego pachnącego świętami domu i w miłej atmosferze bez wyrzutów, worków pod oczami i spierzchniętych rąk spędzić resztę grudnia...

Na szczęście  - jest światełko w tunelu.  Jak już wspomniałam Mikołaj przyniósł mi świetną płytę - "Prąd" Natalii Przybysz.  Już tak mam, że jak mi muza w ucho wpadnie to towarzyszy mi w tle całymi dniami i leci w kółko do zajechania.  A dziecko moje obdarzone jest niezwykłą wręcz pamięcią.  Proste dodanie tych dwóch faktów przyniosło taki skutek, że Ziuta w zapamiętaniu drze mały słodki pyszczek wykrzykując taki oto protest song:
„Nie jestem mości panienką, co lubi czyścić okienko,
co ścieli mości łóżeczko, nie będę twoją laleczką”
i takie tam, dalej jest nawet ostrzej.  Śpiewamy tak sobie (czyt. drzemy się) wraz z Natalią Przybysz na cały dom, a Ojciec przemyka bokami i psioczy: "Emancypantki się znalazły..."
Może chociaż Tobie się uda, dziewczynko moja kochana, bo u matki feminizm na gadaniu się zakończył... ;)














Źródło zdjęć: www.pinterest.com




4 komentarze:

  1. się obiema ręcami podpisuję !!!mogiem się podrzeć z Wami ????:)))))

    OdpowiedzUsuń
  2. No to chyba stworzymy chór :D tylko ja się przyznaję od razu: fałszuję od urodzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehhh babeczki... pośpiewamy sobie, pośpiewamy i co z tego... a jak wam się zdaje - święta kto zorganizuje..?
    Ale propozycja chóru kusząca - tym bardziej że ja też do słowików nie należę - może wyjść niezły "project":)

    OdpowiedzUsuń
  4. Polecam książkę "Strajk na Boże Narodzenie" Sheili Roberts, może książka nie jest najwyższych lotów, ale świetnie się wpisuje w tematykę Twojego posta. A faceci cóż musimy się z tym pogodzić, że się nie domyślą, bo niepotrafią, trzeba im kawę na ławę i tyle. Razem rozplanować plan działania i jakoś to pójdzie. Jest też inne rozwiązanie, mniej sprzątania, mniej gotowania, jak będzie czysto, ale nie pedantycznie, jak będzie smacznie, ale nie do przejedzenia, też będzie fajnie. Ja proszę moją mamę co roku, żeby nie robiła tyle potraw na wigilię, bo mimo że ma pomocników, to sama chce robić wszystko, najlepiej w wigilię wszystko na raz, by było świeże, a potem jest zmęczona i przysypia na pasterce. Lubię porządek, ale pedantką nie jestem i dobrze mi z tym. W zeszłym roku wielu rzeczy przed Bożym Narodzeniem nie zrobiłam, trudno, zrobiły się potem. Cenię też religijną stronę przygotowań, rekolekcje, spowiedź, czas adwentowego oczekiwania( który się ostatnio zrobił b. modny i fajnie), lepiej i głębiej przeżywam wtedy święta.
    W ostatnią niedzielę przed świętami planuję rodzinne pieczenie pierniczków, więc myślę, że będzie zabawnie, a że praca będzie podzielona na kilka osób, w tym jedno trzyletnie dziewczę, będzie szybko i zabawnie, a nie pracowicie. POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń