poniedziałek, 29 grudnia 2014

Czerwona kartka!

Święta się skończyły - czas na BRUTALNY powrót do szarej rzeczywistości.
Szczerość nie popłaca.
Wiem to nie od dziś.
Jednak niezdolna do uczenia się na własnych błędach (za stara pewnie jestem na naukę) nie zamierzam zastosować autocenzury.
Ten blog to MOJE MIEJSCE, w którym piszę o tym, co MNIE leży na sercu/wątrobie, zapisuję przepisy kulinarne, które chcę zachować na "kiedyś", może dla kolejnego pokolenia, miejsce w które "anonimowo" (wiem, wiem, w sieci nic nie jest anonimowe, ale zauważcie - bloga nie firmuję własnym nazwiskiem) przelewam swoje radości, smutki a nawet napady wściekłości, gdzie umieszczam zdjęcia jak w rodzinnym foto-albumie.  Myślę, że za parę lat Ziuta może zechce tu zajrzeć żeby dopełnić sobie codzienny obraz swojego życia z wczesnego dzieciństwa :)

Dziś całkiem niespodziewanie - można rzec jak grom z jasnego nieba - spadła na mnie informacja, że moje blogowanie może stać się orężem w rękach nieżyczliwych i odbijać się bolesną czkawką całymi miesiącami.  Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy pod płaszczykiem "działania w dobrej wierze" potrafią z pełną świadomością podłożyć komuś świnię, którzy wtrącają się w czyjeś życie zamiast rozwiązywać własne problemy...
Sorry, ale to nie jest miejsce dla takich osób.
Bez zbędnego roztkliwiania - do wszystkich, którzy tu zaglądają w celu niuchania, znalezienia haka, wykorzystania zdań wyrwanych z kontekstu przeciwko autorowi: macie BANA, albo może do widzenia się z Państwem w realu - przy odrobinie odwagi cywilnej z Waszej strony jestem otwarta na konwersację face to face, w trakcie której może uda się wyjaśnić nieporozumienia, niedomówienia lub po prostu stwierdzić, że nasze osobowości nijak do siebie nie pasują i lepiej będzie się wzajemnie unikać ;)
Źródło grafiki: www.google.com

A wszystkich zaglądających tu z czystej ciekawości, po "kumplowsku", zgadzających się lub nie z moimi opiniami, życzliwych i szczerych, obdarzonych poczuciem humoru i estetyką podobną do mojej - zapraszam: bądźcie moimi gośćmi :)




9 komentarzy:

  1. Od jakiegoś czasu sobie tu zaglądam. Pocztuję.
    A zahaczyła mnie Ziutka. Tak , bo moja druga córeczka miała tak mieć tak na imię (po prababci). Teraz już wiem że Marysia I Staś to nasze jedyne dzieci
    Dlatego z radością czytam o Waszej Ziutce.
    Jeśli pozwolisz to znajdę sobie tu mały kącik i wpadać bedę na kawę. Co Ty na to???

    OdpowiedzUsuń
  2. Czuj się jak u siebie! Jedna sprawa: parzona czy z ekspresu? :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdrośników nie brakuje :( Wspieram Cię i nie daj się :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana,niestety zawsze znajdzie się ktoś "życzliwy" ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. eeeeee kochana moderacja wszystko rozwiązuje :))))))))szkoda nerwów :))ja też kwakę poproszę ,bo nosem o klawiaturze szoruję bez tego słońca i od szarówy kolejnego dnia !!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. mam wenę: dziękuję, ja tam się nigdy nie daję;) Skoro jest czego zazdrościć - to w sumie wychodzi na plus;)
    karmelowa: pewnie racja...
    Filipek: niestety w realu nie mam szans na moderację... ech, rozmarzyłam się;)
    A właściwie kobitki co Wy tu robicie - zdecydowanie nie jesteście targetem tego posta:) Ściskam i dziękuję za miłe słowa!

    OdpowiedzUsuń
  7. a to w realu cię dotknęło ???? to drzwi zamknij przed nosem czy cóś :)))))))))nie przejmuj się ..TAKI ŚWIAT ...najlepiej jednak działa olewka ,bo złość uwidoczniona, czy nawet chęć wytłumaczenia swoich racji zwykle rozpędza machinę nienawiści :))))))
    tak se przyszłam ,bo dawno nie byłam .....:)))))))

    OdpowiedzUsuń