niedziela, 3 sierpnia 2014

Nasze epicentrum

Tak się złożyło, że musiałam obfotografować 3/4 naszego domu.  W jakim celu - o tym innym razem ;)
Pomyślałam sobie, że to dobry pomysł, żeby pokazać nasz pomysł na przestrzeń domową.
Jestem domatorką, nie wypieram się.  Lubię jeździć, lubię nowe miejsca, świetnie się bawię dopasowując się do nowych sytuacji, ale już parę godzin po powrocie z rozkoszą pławię się w poczuciu bezpieczeństwa i stabilizacji, jakie daje mi dom.  I niezmiennie zadziwia mnie - by nie rzec szokuje - jak zupełnie inny stosunek do naszych czterech ścian ma Głowa Rodziny.
Tę zasadniczą różnicę płci chyba najlepiej do tej pory podsumował pan Poniedzielski w jednym ze swoich monologów:

"Kobieta dom rozumie jako dom - początek układu współrzędnych; tu się wszystko zaczyna, wszystko kończy.  A mężczyzna rozumie dom - też ten sam dom - ale w sensie 'pozadomie' i z obserwacji mężczyzny można by wnioskować, że jemu dom służy do wychodzenia: żeby miał skąd wyjść i gdzie wrócić.  Za szczyt szczęścia dwojga ludzi uważa się sytuację, kiedy ilość jego wyjść i powrotów jest w przybliżeniu taka sama.  (...) Mężczyzna musi się nawychodzić i tyle."

Lubię nasz dom.  Tak się złożyło, że zaprojektowałam w nim każdą ścianę i każdy kąt.  Pewnie, teraz po kilku latach zmieniłabym parę rzeczy, ale nie jest aż tak źle, żebym miała ni stąd ni zowąd Panu Ojcu serwować stan przedzawałowy nowym pomysłem na kolejny remont ;)
Jako dziecko PRL - u wychowane w ciasnych klitkach typowego blokowiska łaknę wolnej przestrzeni.  Najchętniej nie stawiałabym żadnych ścian poza zewnętrznymi.  No, może jeszcze łazienkowymi, żeby nikt nie przeszkadzał mi w tych cudownych chwilach samotności z wyboru...
Z takim priorytetem zaprojektowanie naszej życiowej przestrzeni było dość łatwe: dwie sypialnie, duża łazienka i wielka kuchnio - jadalnio - bawialnia.
Naszą sypialnię, moje miejsce pracy i pokój Ziuty już kiedyś zaprezentowałam.
Dziś czas na największe pomieszczenie w naszym domu: tutaj gotujemy, wcinamy, bawimy się i po prostu JESTEŚMY przez większość czasu:





 















P.S.  Patrzę sobie na powyższe fotki i myślę: "Żaden szał, brak drogich gadżetów czy designerskich elementów umeblowania, a jednak jest dokładnie tak jak ma być: chaotycznie i PO NASZEMU."
:)

8 komentarzy:

  1. Jest pięknie i bardzo bardzo przytulnie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Moglabym u Ciebie zamieszkac od jutra,choc od zawsze marzylam o strychu-poddaszu tak od kilku tygodni zweryfikowalam marzenia. W te gorace dni jest bowiem w takich mieszkaniach okropny skwar;( pomieszkuje w weekendy u rodzicow na poddaszu i juz nie zaluje ze mieszkam na parterze,ktory niestety tez ma wady;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana,wcale nie trzeba być posiadaczem dizajnerskich przedmiotów o cenach z kosmosu ,żeby stworzyć swoje miejsce ,które będzie jedyne w swoim rodzaju,a wasze takie właśnie jest-może i chaotyczne(choć ja tam nie widzę żadnego haosu ;p)ale jest takie Wasze i czujecie się w nim jak ryby w wodzie :)) A swoją drogą bardzo przytulnie u was i tak przestrzennie! Jako mieszkanka blokowiska z pokoikami mikroskopijnej wielkości mogę wam tylko pozazdrościć ;p
    Woreczek widzę :))
    Buziaole!

    OdpowiedzUsuń
  4. My white nook: dziękuję:)
    Monika: fakt, latem piekarnik... ale za to jasno, a skosy dają taki niepowtarzalny rodzaj przytulności..;)
    karmelowa: woreczek obecnie jest 'podręczny' i przechowuję w nim najważniejsze przydasie:)) My jeszcze niedawno też ściskaliśmy się na połowie obecnego metrażu - wtedy jakoś nam nie przeszkadzało, teraz nie do pomyślenia :))) Ściskam i zbliżam się do kolejnego zamówienia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Drogie gadżety domu nie zrobią. Piękne wnętrze, ciepłe, swojskie. Włożyłaś serce i to widać...
    Poniedzielskiego słuchałam. Kapitalne to było! Ale są wyjątki. U mnie to facet w domu czuje się najlepiej i nie chce wcale wyjeżdżać.
    Ja,kobieta PRL- u też mam ciągły brak przestrzeni i światła. Wyburzyłam wszystkie ściany, które się dało, powiększyłam okna, nie mam firan ani zasłon. Nie mam żadnych drzwi, tylko do łazienki, a drzwi zewnętrzne otwarte całe lato. A już myślałam ,że to jakaś klaustrofobia. :) Pozdrawiam cieplutko.)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przytulne mieszkanie, to najważniejsze, meble nie muszą być drogie, by w domu czuć się dobrze. Najbardziej podoba mi się Twoja kuchnia, ciepłe, urocze i wyjątkowe pomieszczenie. Dzięki brakowi górnych szafek jest lekko i przestronnie :) A dodatki bardzo wysmakowane.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki kobitki za miłe słowa:) Ja bardzo lubię swoje 'em' - chociaż czasem jobla dostaję przy sprzątaniu i żałuję, że mój wewnętrzny minimalizm nie znalazł jeszcze ujścia do zewnątrz... ;)

    OdpowiedzUsuń