piątek, 1 sierpnia 2014

Come back na maksa

Jesteśmy.  Wróciliśmy wczoraj.  Jakoś nie możemy się ogarnąć.  Snujemy się po domu obijając o siebie, Ziuta jakaś rozdrażniona, co chwilę albo krzyczy albo beczy.
Poszła do pokoju.  Wyciągnęła klocki.
Cisza pełna skupienia.
3 sekundy później rumor, bezpośrednio po nim wrzask i płacz:
- Maaamooo!  Wieża mi się zawaliła!!  Tyle placy, tyle placy i się zawaliła...  Uaaaaaa!!!
Wszystkich nas chyba dopadła pourlopowa depresja...
Ja mam łatwiej - jestem na maksa zajęta: celem mojego życia przez najbliższe kilka dni będzie szeroko pojęta odnowa.  Wybielam, piorę, odplamiam, peelinguję, balsamuję, depiluję, lakieruję - trochę na oślep, ale w miarę skutecznie.  O ile wyjazdy świetnie działają na ducha, o tyle kwestie ciała zwykle zaniedbuję i po powrocie na wariata jak najszybciej staram się wrócić do formy.
Podsumowując:
Wyjazd - jeden z trzech najlepszych w moim dotychczasowym życiu.
Powrót - masakra.
Korki ominęliśmy, i owszem.  Jednak najdroższy przypomniał sobie o wiekowej cioci w
Szczecinie i postanowił odwiedzić.  Wizyta udana, ale Szczecin widziałam tylko zza szyby naszej "srebrnej strzały"...  I to do czasu.  Miasto pożegnało nas mega ulewą i ścianą wody, która na jakiś czas przesłoniła cały widok.
A już po godzinie rozkraczyło nam się auto.  Pod Gorzowem.  Najdroższy najpierw parę razy nabrał powietrza, potem westchnął i rzucił lakoniczne, aczkolwiek wymowne:
- Ja pitolę, elektryka siadła.
Na zewnątrz 30 stopni, klima nie działa, okna też, a my się katulamy na wdechu, zlani potem, z rowerami na dachu i autem zapchanym samymi brudnymi ciuchami.  Nawet bateria w szczoteczce do zębów padła dzień wcześniej.  No i dwa ostatnie dni miesiąca - czyli całe 48 godzin do wypłaty...
Doturlaliśmy się do stacji benzynowej w Gorzowie i tam osiedliśmy.
Ja zadbałam o napoje i jadło (kawa + hotdogi), Ojciec zawisł na telefonie/internecie, a Ziuta zajęła się czasopismami i zabawkami wyszukanymi wśród półek.
W tej beznadziei promyczkiem słońca okazał się przemiły Pan Rafał - miejscowy ochroniarz.  W poszukiwaniu gotowego do pracy mechanika wykonywał telefon za telefonem, angażując nie tylko żonę, ale i dziadka oraz sąsiada dziadka.  Sam, uziemiony w pracy do siódmej, zaoferował wieczorne holowanie do warsztatu i jeszcze recenzował odnalezione przeze mnie w sieci hotele.  Recenzje na niewiele się zdały, jako że w pobliskim Kostrzynie właśnie startował Woodstock.  Jubileuszowy z rekordową widownią.
Jednak udało nam się znaleźć nocleg, mechanik zesłany przez niebiosa został umówiony na rano, a samochód jakoś zastartował i dokatulał się do hotelu.  Pomachaliśmy Panu Ochroniarzowi i odjechaliśmy w siną dal.
To nic, że nasze wspólne hotelowe łoże skrzypiało nawet pod Ziutą a pokój był na gorącym poddaszu; mieliśmy dach nad głową, miła Pani z Recepcji przyrządziła nam pyszne swojskie jedzenie, a na hotelowym podwórku odnaleźliśmy PIRAMIDĘ o działaniu energetyzującym!  Pan Ojciec był już tak nabuzowany, że z dodatkowej energii nie skorzystał, a ja sama się nie odważyłam - tylko Ziuta zaglądała zaciekawiona.  Chyba podziałało, bo od powrotu z wczasów na tyłku nie może usiedzieć...
Przekimaliśmy się, zjedliśmy pyszne śniadanko i WYRUSZYLIŚMY DO DOMU - biedniejsi o jakieś osiem stówek, ale za to z nowym alternatorem ;)
Aaaa, jeszcze obiektyw popsułam piachem (ponoć) i nie mam czym fotek robić...
I tak bym nie znalazła zdjęć adekwatnych do naszych przygód z ostatnich dni więc żeby jeszcze wczasy z rozrzewnieniem powspominać wrzucę parę Ziut poczynionych przez Ojca aparatem, który DZIAŁA :)


I jeszcze jedna fotka kulinarna: rozkosze podniebienia w wikińsko-słowiańskich klimatach :)

Pa, pa, całusów sto dwa!

7 komentarzy:

  1. No to mieliście powrót pełen wrażeń ! Teraz pralka będzie ci chodzić przez trzy dni -żeby się tylko nie popsuła ;p
    Miłego!

    OdpowiedzUsuń
  2. No, jeszcze dwa prania i bedzie! Byle nie padało:)) Pozdrawiam pourlopowo!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna Ziuta!! jadlo tez niczego sobie;)i powrot na wypasie

    OdpowiedzUsuń
  4. Sie rozumie - u nas rzadko coś się tak po prostu "dzieje" - bez atrakcji ani rusz;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ziuta jak rasowa modelka !
    My wracamy jutro... 1200 km przed nami i w perspektywie kilka miejsc zakorkowanych z zasady ("bokami" nie pojedziemy bo mielibyśmy pewnie raz jeszcze tyle !) ... i też nam niestety klima nie działa ...padła jak jechaliśmy na wakacje ... no ale to nic, bo jeszcze dzień cały przed nami !

    OdpowiedzUsuń
  6. mam wenę: dziękować, dziękować - ciągle się zastanawiamy po kim ;)
    Ilona G: :)) Wystarczy wszystko traktować w kategoriach przygody i będzie git:) Szerokiej drogi!

    OdpowiedzUsuń