sobota, 16 sierpnia 2014

Chaotyczny finisz

Stanowczy, nie znoszący sprzeciwu głos z sypialni, sprzed monitora wyświetlającego Minionki - po raz sześćdziesiąty w tym sezonie:
- Jabłko, oblane ze skólki.  Poklojone.
10 sekund ciszy.
- Poplosze.
Uffff.  A jednak elementarna kultura wpojona.
Chociaż to 'poplosze' to bynajmniej prośby nie wyraża - o nie!  Brzmi raczej jak polecenie rzucone przy sklepowej ladzie w latach PRL-u.
Mamy swoje rytuały.  Ziuta ma.  Po kolacji kąpiel, potem obowiązkowy seansik na leżaczku przy komputerze ojca.  Opatulona kocem, po ciemku, z przekąską w łapce - jak w kinie.  My w tym czasie cieszymy się 'chwilą dla siebie'.  Czyli Ojciec kanały sportowe wertuje tam i z powrotem, relacjonując na głos co słychać w NBA czy jakichś tam innych bilardach ("No po co, po co?", "Ładnie!  Skubany!"), albo mapę studiuje i kolejne challenge rowerowe wytycza, ja staram się nadrobić blogowe zaległości mimo, że to Syzyfowe Prace.
Chaos nasze życie opanowuje co roku przed końcem wakacji.  Powoli zaczynamy odczuwać stres przed powrotem do pracy, porannym wstawaniem, całą tą rutynową musztrą.  I staramy się pozostałe dni laby wykorzystać na maksa: rowery, książki, squashe, kosze, konie, treningi Ziuty - sama nie wiem co jeszcze...
Czasem przystaję, łapię oddech - ostatnio ćwiczę świadomy, głęboki oddech przeponą.  Rozluźnia - przez pierwsze 20 sekund.  Potem odruchowo wracam do spłyconego sapania.  Cóż, jak widać oddychać też trzeba umieć...
Jako, że - natchniona przez Sarę Wilson - odstawiłam cukier, nie chce mi się pichcić.  Cukrowy detox zezwala wprawdzie na używanie substytutów typu syrop z brązowego ryżu, ale staram się nie rozdrabniać i idę na całość.
Nie mam też zbytnio czasu na diajłaje, bo każdą moją chwilę pochłaniają konie.  Oglądam, czytam,  czyszczę, siodłam i jeżdżę.  Ostatnio - uwaga - galopowałam :))
Jednak w trakcie wakacji spontanicznie udało mi się poczynić mały sympatyczny DIY z Ziutą: pomalowałyśmy kamyki.  Jako, że mała żmijka ostatnio literuje jak szalona i z dumą prezentuje własnoręczne teksty, typu: "Muy tablet" czy "Mamo koham ci" skupiłyśmy się na alfabecie.  Ja szkicowałam, Ziuta ubarwiała, a potem układałyśmy różne śmieszności.  Zabawa przednia - polecam:)







6 komentarzy:

  1. O matko,detox cukrowy! Mi też by się przydało ale jak tu nie zjeść kawałeczka-lub kawała-czekoladki czy ciacha do kawusi ;p
    Fajny pomysł z tymi kamyczkami-przyjemne z pożytecznym :)
    Miłej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pracuję w szkole od ponad dwudziestu lat, a do dziś pod koniec wakacji mam koszmarne sny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja dziś pierwszy dzień w pracy po ponad miesięcznym urlopie ...nie będę mówić jaki miałam wieczór wczorajszy i noc ...
    Korzystajcie ile możecie a pomartwicie się jutro ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Karmelowa: rozważ, naprawdę warto!
    Lilla: Mi naiwnie wydawało się, że praca nie stanowi dla mnie źródła stresu... Tjaaa ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojej jak ładnie! Pomalowane kamyki ...fajny pomysł

    OdpowiedzUsuń