środa, 9 lipca 2014

Upalny upał

Snujemy się z kąta w kąt, trochę po ogródku, trochę przed wentylatorem w domu - czy stoimy czy leżymy i tak się z nas leje.  "Lody!" zakrzyknęłam wewnętrznie.  Zewnętrznie muszę takie okrzyki powściągać, bo Ziuta - pewnie sądząc, że w ten sposób cokolwiek przyspieszy - marudziłaby dokładnie co dwie minuty przez cały proces mrożenia.
Zużyłam cytronetę rabarbarową (gazowaną!), borówki amerykańskie, świeżą miętę, odrobinę syropu malinowego (dla koloru i dodatkowej słodyczy;).
I już.  
Akurat jak wreszcie wessałyśmy lody do ostatniej kropelki zrobiła się burza.  Czyli ochłodzenie i tak wreszcie by nastąpiło.  
Ja jednak wolę nasz sposób tysiąc razy bardziej.  Bo burzy się boję jak cholera...














4 komentarze: