środa, 2 lipca 2014

Katharsis

Oj, babeczki, co ja sobie zrobiłam na dniach - nie uwierzycie ;)
Pozazdrościłam koleżance i poszłam w ekstremalne oczyszczanie.  Uprzedzała, że będzie ciężko, że półtora dnia trzeba z życiorysu wykreślić.  Ale doczytałam tu i tam i decyzja zapadła.  Roztropnie przeniosłam na ten czas wszelkie prawa rodzicielskie na Ojca Mojego Dziecka, żeby nic nie stanęło mi znienacka na drodze do łazienki ;)
Procedurę oczyszczania rozpoczęłam 1 lipca.  Wymyśliłam sobie, że w ten sposób początek wakacji stanie się także początkiem mojej drogi do ogólnie pojętej równowagi.
Zgodnie z wytycznymi, w środku dnia sporządziłam tajemną miksturę, i zaprzestałam przyjmowania pokarmów i napojów.  Ha!  Już samo to jest dla mnie niezłym osiągnięciem ;)
Potem trzeba jedynie w regularnych odstępach połykać po szklance mikstury, na noc popijając dodatkowo sporą ilością oliwy z oliwek.  Następnego dnia rano kolejne dwie porcje mikstury.
Bez chemii, sama natura.  Dla podkreślenia doznań smakowych (jedno wielkie fuj!) dopuszcza się świeży sok z grejpfruta.
I tyle.
Spuśćmy zasłonę milczenia na to co działo się pomiędzy godziną 14.00 a 12.00 dnia następnego.
Najdroższy pięknie stanął na wysokości zadania i jak tylko zechce się oczyścić chętnie mu się zrewanżuję.  Zmontował Ziucie szkolny projektor z własnym komputrem i zrobili sobie kino domowe u Ziuty w pokoju.  Co prawda rano przyuważyłam pod szafką w dziecinnym pustą butelkę po Budweiserze, ale mam cichą nadzieję, że ojciec spożył zawartość sam i nijak nie miało to wpływu na szybkie odpadnięcie Ziuty.
Rozważnie przeniosłam się na część nocy na kanapę - bliżej wuceta.  Mój miły zaglądnął kilka razy pytając (bardziej z troską niż z nadzieją) "Żyjesz?"
Rano musiałam odebrać parę telefonów z pracy - uwierzcie, byłam tak słaba, że nie było to łatwe.

Pierwszy:

- Taki kapelusz na Halloween kojarzysz?
- No..
- Oddasz?
- Trochę się podarł... Spróbuję skleić.  Ale raczej jutro...
- Co ty, chora?
- Nie, oczyszczam się...
- Taa, jasne.  Po nocy trza było nie chlać!

Drugi:

- Te zestawienia wyników potrzebuję.  Masz?
- Nie mam, z neta weź.
- Zawsze były, do teczki se wkładałam i miałam.
- Teraz nie ma.
- O jezu...  To z internetu mam wziąć..?
- Nie inaczej.

Potem trochę pospałam.  Po 11.00 już mogłam kwaśnego mleka wypić.  Nigdy wcześniej mi tak nie smakowało.
Ziuta z Ojcem poszli do parku łobuzować, więc skorzystałam z wolnej łazienki i dłuuuugie SPA sobie zrobiłam.  Jak oczyszczanie, to holistycznie.  Z peelingiem, maseczkami, odżywkami, i oliwkową mgiełką wiśniowo-migdałową...  A co ;)

Na tą chwilę jest ok.  Płyny uzupełnione, głowa już nie boli, błogi spokój mnie ogarnął i jeszcze ptaki śpiewają.  Najdroższy jeszcze nie wie, że już doszłam i Ziucie ciągle czas organizuje - tak trzymać:)
Chociaż jak pomyślę, że cały proces nabiera sensu po kilkakrotnym powtórzeniu w miesięcznych odstępach...

No i mam zgryza bo nie wiem jakie foty pod postem umieścić.
Może takie, coby było wakacyjnie i sielsko, a jednak wciąż w nawiązaniu do tematu ;)









Źródło zdjęć: pinterest.com




11 komentarzy:

  1. :)))))))))))))))))))) o matko zdjęcia mi wpłynęły mocno na wyobrażenie sobie tego twojego oczyszczania :)))))))))kobieto nie rób tego więcej , bo sobie krzywdę zrobisz ....już lepiej wodę pij ...duuuuuuuużo wody i lekko jedz .....albo linea detox kup i jakiś czas połykaj ...chyba zdrowiej niż tak w bólach .... diet pełno ,co jedna to MONDRZEJSZA .....a ostatnio dziewczyny piszą że nie ma jak tłuszcz zwierzęcy bo tak nas ponoć natura stworzyła ,że lepiej go strawiamy niźli roślinny ....i powiem ci że coś w tym jest bo ja całę życie nietłusto i roślinnie i co ???? jak na tym wyszłam ??? gruba jestem ...a mój mężu wcina ino kiełbachę i mięcho i szczupły !!!!! ty się opanuj z tą siłą wodospadu mówię ci :)))))) buziole

    OdpowiedzUsuń
  2. :)) nie ma strachu, źle nie było... a bez bólu to na pewno:) teraz wieczorem czuję się super ! Z tymi odzwierzęcymi to właśnie myślę zaprzestać - chemia a nie mięso. Jak natura tworzyła to takiego zaplecza laboratoryjnego nie miała;)) Pa pa całusów sto dwa:)

    OdpowiedzUsuń
  3. no po tych wodospadach to ja myślałam żeś ty się wiła w boleściach ....dobrze żeś Niagary nie wynalazła :))))))))) no i bądź tu człeku mądry ...chemia we wszystkim ,dyć we warzywach toże ..chyba że sobie sama .....ale weź np kwaśnie deszcze co ci na nie napadajOM???? no jak żyć ja się pytam ????

    OdpowiedzUsuń
  4. poprawka ..wynalazłaś :))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Przynajmniej odbiłaś sobie te męki własnym domowym spa ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Babeczki, serio, tak tylko marudziłam sobie - naprawdę warto. Gruntowne oczyszczenie wątroby wpływa na lepsze funkcjonowanie WSZYSTKIEGO, a że do cierpliwych nie należę, to w takie sobie poszłam;) Poza tym przez 2 dni jakieś trzy kilosy do tyłu... ;))

    OdpowiedzUsuń
  7. hahah zdjęcia mocno mnie poruszyły...

    OdpowiedzUsuń
  8. Oczyszczanie mam w planach od dawna, ale nie mogę się przełamać. Przeraża mnie ta oliwa, nie wyobrażam sobie spożywania samego oleju... Same płyny bez jedzenia też nie brzmią dobrze. Wiem że to zdrowe, ale na razie jeszcze się nie odważyłam. Podziwiam za decyzję :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nic się nie łam: oliwę miesza się z sokiem z grejpfruta i smakuje co najwyżej "nietypowo". Fakt, po czasie odbija się trochę oliwkami, ale da się przeżyć;) Jestem już dwa dni po i czuję się nawet nawet :) Zdecydowanie powtórzę za miesiąc;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ahaha, przedni pomysł :)
    Tylko którą stroną? Nie chcę wiedzieć :)

    OdpowiedzUsuń