poniedziałek, 2 czerwca 2014

Z okazji tak radosnego święta... długi i wielowątkowy post

Nie rozpływam się nad niemowlakami, nie obwąchuję noworodków, ogólnie - nie przepadam za dziećmi.  Cudzymi.  (Własne wielbię bezwarunkowo)  No chyba, że są FAJNE.  Z reguły posiadanie fajnych dzieci jest naturalną konsekwencją bycia fajnymi rodzicami.
Kiedy zaczynałam pracę w szkole byłam niezłą jędzą.  Dalej jestem - ale inaczej ;)  Nie widziałam dzieciaka, z jego milionem przeważnych hiperproblemów, niepowodzeniami miłosnymi, przebojami w domu, biedą, hormonami czy innymi plagami egipskimi.  Widziałam ucznia, który z założenia był albo dobry, sumienny, miły i inteligentny, albo z gruntu zły.
Mój światopogląd przenicował się po urodzeniu Ziuty.  Zrobiłam sobie dwuletnią przerwę w pracy - z perspektywy patrząc było mi to cholernie potrzebne chociażby po to, żeby sobie przewartościować priorytety.  A po powrocie nic już nie było takie samo ;)  Nagle uczeń przestał być UCZNIEM, a stał się DZIECIAKIEM, który ma masę spraw, problemów i atrakcji poza życiem szkolnym i wcale - o dziwo - nie istnieje tylko po to, żeby testy zaliczać i podręczniki na każdą lekcje przynosić.  Autentycznie ich polubiłam.  Te dzieciary niesforne, gałgany jedne mają czasem takie problemy, że ja sama bym sobie z nimi rady nie dała.  A oni jakoś muszą.  I jeszcze zadanie trzeba odrobić.  Durni ci nauczyciele.

Nie ma co ściemniać - nauczyciel też człowiek.  Jednych lubi bardziej, innych mniej lub wcale.  Problem w tym, aby prywatne sympatie nie wpływały na obiektywną ocenę.  Uwierzcie - czasem to megatrudne.  Taki przykład - mały kilkunastoletni zakapior, który - patrząc po wynikach - późnej starości w gimnazjum doczeka, w dni powszednie mordujący gołębie na podwórku, a w weekendy rozprowadzający środki odurzające, przychodzi na swoją PIERWSZĄ LEKCJĘ W TYM SEMESTRZE w ostatnim tygodniu maja (!) i domaga się, wręcz żąda, co by mu jakiś rysunek na piątkę zadać (a nie nauczam plastyki, jeno obcy język;).  Albo drugi, nauczyciela na sześć dych orżnął, każąc mu dwa kosztowne SMSy pod podany numer wysłać, żeby jakieś tam konto doładować.  Owszem, konto doładował, a jużci, małemu dziadowi w popularnej grze online.  Pięć opinii z trzech poradni o milionie dysfunkcji - a taki geniusz informatyczny...

Ale takie egzemplarze stanowią mały promil wśród całej fury fajnych, zdolnych, inteligentnych i zabawnych dzieciaków.  Jak słyszę dokoła teksty o trudnej młodzieży, najgorszym wieku i niepohamowanej agresji wśród nastolatków - chce mi się krzyczeć.  Jak taki przeciętny Jaś siedem razy dziennie usłyszy, że jest w trudnym okresie, nie panuje nad emocjami i w ogóle to przez hormony będzie taki głupi mniej więcej do dwudziestki wreszcie w to uwierzy...

Szkoda gadać.
Ale ja mogę tak długo.  Temat rzeka.  Bo i zawód silnie z emocjami związany.  A na żaden inny bym go nie zamieniła.
Szkoda tylko, że nie da się resetu włączyć z pracy w piątek wychodząc...

A co do własnego prywatnego cudownego dzieciaka - w sobotę moje małe dziewczę zdobyło tytuł Bramkarza Turnieju i przywiozło do domu turniejowe złoto!  Ło matko, jakie dumne byliśmy z ojcem wyżej wymienionej!  Fotek narobiłam ze sześćset - żeby pamiątka była.  I chociaż już w drodze do domu statuetka była się zepsuła gdyż bramkarz był nieostrożny i odpadł od postumentu - nic nie było w stanie zmącić naszej radości:)

A wczoraj szaleństwo - wojna na bomby wodne, tort z masakryczną ilością bitej śmietany, balony, wielki stary retro-namiot na podwórku (wiedzieliście, że w latach osiemdziesiątych namioty miały kwieciste firany na wyposażeniu??  Vintage w czystej postaci;).  No i masa nowych fantów - w tym rower.  Jeździ małe Niebożę jak szatan, ja za nią z krzykiem: Zwolnij, dziadzie brodaty! A ona mi na to: To nie ja, to ten rower taki szybki...  Kocham tę wariatkę :)

Poniżej nasz weekend świąteczny w obiektywie:

Musowo - kolorowe pompony

Tort truskawkowy z maaaasą bitej śmietany;)

Różowy Awatar - wersja dziewczynowa

 Nagrody, medale, sława:

Atak...

...i szybki odwrót...

I małe conieco dla grzecznych dużych dzieci :)

1 komentarz:

  1. Fajnie, że ta nasza młodzież (co fiu bździu w głowie) ma takiego fantastycznego nauczyciela - człowieka od języka :) ...cóż za piękne lico! Ach!

    OdpowiedzUsuń