czwartek, 12 czerwca 2014

Upały, bunt i problemy komunikacyjne

Ziuta wykonuje skomplikowane - chyba taneczne - ruchy i sobie podśpiewuje.
- Eli kałi gecał la la la la
- Pięknie Ziuta, a co to?
- No "eli kałi gecał"
- Ale skąd ten kawałek, bo nie kojarzę..?
- Z tlapezo amelicano!
- ??
- Aaa - zakumał Bystry Ojciec - Everybody dance now!
I tu wszyscy ruszają w chaotyczny pląs, tudzież śpiewają na sobie tylko znaną nutę.

Doszło do tego, że pomimo ukończenia studiów filologicznych, oboje rodzice stopniowo zatracają zdolności komunikacyjne.  Albo upał, albo agresywna demencja starcza.  Po kilku dniach rekordowych temperatur połączonych z rekordową wilgotnością sama nie wiem, co wolę.
Ale przecież "z dziećmi trzeba rozmawiać"...
Szczególnie teraz, kiedy Ziuta najprawdopodobniej wchodzi w kolejny okres buntu.  Chyba pięciolatka - już się pogubiłam.  Jak każda kształcona internetami matka, do końca jej drugiego roku życia maniakalnie odnotowywałam wszystkie kolejne skoki rozwojowe - nadchodziły z wzorcową punktualnością i nie dało się ich przeoczyć.  Znienacka pojawiało się stanowcze "Nie!" na wszystko i wszystkich, łzy bezsilności, drobniejsze i nieco większe wybuchy złości - widać było, że w naszej małej osobie kształtuje się wielka osobowość :)  Paradoksalnie, witałam te burzowe okresy radością - są dąsy, fochy i nerwy, znaczy się rozwija się prawidłowo (czyt. internetowo ;)

Po drugich urodzinach Ziuty wyluzowałam i przestałam wszystko rejestrować.  Za dużo atrakcji było.  Wolałam się skupić na podziwianiu jej wygibasów lingwistycznych i poetycko-muzycznych sukcesów przedszkolnych.
Jednocześnie zaakceptowałam fakt, że mam charakternego dzieciaka, chociaż - kiedy trzeba -  słodkiego do bólu.  Zdałam sobie też sprawę, że jestem w stanie wybaczyć jej niemal wszystko.  Jak się mały zołzik zorientuje - owinie mnie sobie wokół palca ;)

Od mniej więcej tygodnia mamy novum: ataki wściekłości, połączone z krótkimi aczkolwiek głośnymi wrzaskami, tupnięciami i pojedynczymi kopnięciami w pobliskie przedmioty.  Pierwszy taki atak nastąpił w restauracyjnej toalecie.  "Nie będę myć ląk!"  I wydzier.
My oczy w słup.  Jako, że nie wiedzieliśmy co zrobić, nie zrobiliśmy nic.  Obróciłam się na pięcie, powróciłam do stolika z wyrazem konsternacji na twarzy i tylko ukradkowo zamienialiśmy z Ojcem  ni to zadziwione ni zawstydzone spojrzenia.  Ziuta dołączyła do nas po chwili, nadąsana.  Za minutę zajęła się drzwiami balkonowymi i foch ustał.

Jakoś ze dwa dni temu znów się zdarzyło.  Tym razem winy był papierowy samolot, który nie chciał się zrobić.  Wrzask z pokoju, krzyk pełen wyrzutu: "Ja nie umiem lobić samolotów!" i kopnięcie w drzwi.  Potem płacz, foch i wyrzuty: "Mamo, bo mi jest tak smutno!"  I za chwilę: "Popsytulamy się..?"  Tu następuje przyklejenie matka-córka, a zaraz potem ciepła fala płynie przeze mnie i wiem, że kocham tą małą babkę najbardziej na świecie.
I że pewnie jeszcze nie raz będzie mi płakać i smarkać w pachę.
I że mam niesamowite szczęście :)





7 komentarzy:

  1. Uuu,to ciężki okres przed wami ;p Z kolei moja 3-letnia siostrzenica też obecnie przechodzi jakiś dziwny okres-płaczki z byle powodu,ba,nawet bez powodu,fochy wszelakie, dzicz w stosunku do innych osób,nie wspominając już o tym,że mama musi być zawsze i wszędzie w pobliżu.Takie to dziwne etapy rozwoju.A później jeszcze okres dojrzewania będzie ;p
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) No Ty to umiesz pocieszyć:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. jejku aż mi się jej szkoda zrobiło :) ja za swoim Kubą nadążyć nie mogłam bo tak do przodu gnał ...ale on jest całe swoje życie wygłupko wesołkiem ,ja tylko musiałam uważać żeby od tego wszystkiego dom nam nie spłonął ,on się nie zatruł ,lub nie połamał ...fochy są mi obce ..teraz jako nastek czasem się fochnie ale nie na długo raczej ...a przytulas do zamęczenia rodziców do dziś :)))))))porównuję sobie teraz siostrzenicę z nim i faktycznie inna bajka :)))))))))) no to trzymajcie się i oby dziewięć w skali Beaufourta nigdy nie wystąpiło :)))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Ziuta to babka - fochy od małego musi trenować:) Ona to raczej takie wesołe szaleństwo w czystej postaci:) Dlatego krzyki, dąsy i łzy przychodzą na zasadzie szoku:) Na szczęście burza szybko mija! Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  5. No własnie z tymi fochami to chyba tylko kobitki tak mają ;p Ech...

    OdpowiedzUsuń
  6. Naucz dziecko samoloty robić:))

    OdpowiedzUsuń