poniedziałek, 16 czerwca 2014

Dzień-Po

Weekend należał do udanych.
Pogoda - miodzio, temperatura umiarkowana, lekka bryza - szaleństwo.  Żal w domu siedzieć.  A jednak siedzieliśmy.  W sobotę.  Ja siedziałam.  Bo Pan Domu zaanektował garaż i podwórko w promieniu kilku metrów.  Pucuje tego bajka jak nic nigdy wcześniej...  Żeby tak raz chociaż łazienkę wyglansował z taką miłością i precyzją...
Wreszcie w niedzielę zaistniała możliwość przetestowania nowego cuda w terenie.  Ściślej, ja tę możliwość stworzyłam: "Ej, pojedziemy do Novego Mesta?  Co??  No patrz, jaka pogoda..."
I pojechaliśmy.
Cud, miód, palce lizać.
Kulinarne porównania nie bez przyczyny - serwują tam prześwietną gulasovou polivku...  Po niezgorszym wysiłku fizycznym miska takiej konkretnej, pikantnej polivki na świeżym powietrzu to czysta poezja :)
A dzisiaj jak to w "Fajniedziałki" bywa: jakaś dziwna masa roboty, która narosła chyba przez weekend (?), bo w piątek wychodząc z pracy zaległości jeszcze nie miałam...
Ale fajowa ta moja praca - i zdania nie zmienię!
Rekrutacja.  Podania.  Decydowanie o tym, z kim czyjeś dziecko przez trzy lata będzie przebywać po osiem godzin dziennie.  Rozważanie, czy dzieciak pod opieką poradni specjalistycznej może iść do wymarzonej klasy sportowej i 10 godzin w tygodniu trenować piłkę nożną.  Odnajdywanie drugiego dna w dodatkowych informacjach o dziecku, ważnych z punkty widzenia poprzedniego wychowawcy.  Na przykład wyrażenie "epizody utrudniania toku lekcji" w rzeczywistości powinny brzmieć "dziób mu się nie zamyka, jest wulgarny/a, rzuca cyrklem po klasie i grozi, że podpali szkołę".
Ale zdarzają się też perełki.  Myślę sobie, jacy ci rodzice są fantastyczni, że szukają zalet u swoich prywatnych dzieci wbrew wszystkiemu.  Może i, nygus jeden, gada jak najęty, bije kolegów i ciągnie dziewczyny za włosy a cała szkoła łącznie z dyrekcją odetchnie z ulgą kiedy skończy dany etap edukacyjny, a jednak "chętnie uczestniczy we fluoryzacji zębów".  I co teraz?  Stworzyć klasę o profilu "zdrowy uśmiech" ??
Każdego roku to samo.  Kasia chce być z Marysią, ale nie chce z Bożeną.  Za to wszystkie trzy koniecznie muszą mieć rozszerzony angielski.  A Klaudiusz to ma zainteresowania artystyczne - pięknie deklamuje, ale i sportowe - od trzech lat ćwiczy Muay Thai, czy jakieś tam inne sposoby szybkiego zabijania.
Wreszcie wszystko zostaje ustalone, przyklepane, opieczętowane i wchodzi w życie.  I co z tego, kiedy w październiku (a czasem w połowie września) następuje przetasowanie, bo Gosi się koleżanki nie podobają, a Michał za karę idzie do "CE" bo za bardzo się z klasą zbratał i nowe przyjaźnie-animozje przypieczętował ustawką pod mostem...
Tak bywa.  Niektóre sytuacje czysto hipotetyczne, ale kilka - wierzcie - samo życie ;)






P.S.  Ziuta szła z przedszkola tupiąc i fukając.  Na moje wścibstwo warknęła "Mam dzisiaj zły dzień!"
Za to dyplom ukończenia kursu religii (?) przytargała.
- Ziuta, a skąd to?  Co to?
- Dyplom od Matki Bożej!

6 komentarzy:

  1. ZIUTA święte , świetne dziecko :)))))))) .......no i wierzymy ,wierzymy mimo wszystko jednak wierzymy ,w te dzieciory co ?? bo jak Rinn śpiewała gdzie ci mężczyźni, to teraz by można ...gdzie ci rodzice ,zaintonować ....a przejażdżki kocham !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. hehe chętnie uczestniczy we fluoryzacji zębów;)
    Dyplom od matki bożej:)_

    OdpowiedzUsuń
  3. Filipek: taki psi obowiązek rodzica - wspierać, chwalić, własną piersią osłaniać i kochać nad życie:))
    Magda Bem: takie perełki to tu po kilka razy dziennie mam:) Fajne to życie, nie? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nieliche osiągnięcie przy takich mocno świeckich rodzicach..;)

    OdpowiedzUsuń