poniedziałek, 12 maja 2014

Równowaga czyli że jak jest za dobrze to też niedobrze

Przed chwilą zadzwoniła babcia.  Znaczy się mamusia.  Pech chciał, że Ziuta akurat grała w któreś z ulubionych cudaków i z automatu odebrała.

-Halo!
-...
-Cześć babciu!
-...
-Mama daje mi klopelki do oczków bo mi się lopka zbiera...
-...
-Nie-e.  Pani doktol mówiła, że mogę iść na dwól jak golączka przejdzie.
-...
-Nie-e.  Tylko tata się nie chce ze mną bawić...

Tu wywołany do tablicy ojciec ocknął się na moment z letargu po pełnym ośmiogodzinnym dniu pracy i słabo zaprotestował.  Nic to nie dało.  Ziuta pogrążyła nas kompletnie w ciągu kilku minut dalszej telekonferencji.  Po chwili bez słowa przekazała mi telefon i wtedy się zaczęło.  No jak ona się czuje?  Pewnie na rowery jechaliśmy i ją przewiało (nawiasem mówiąc tu babcia ma trochę racji); A nogi ją bolą bo ma jeszcze słabe stawy i pewnie ją strasznie forsujemy (na sto procent nie ma to związku z rozmiarem kółeczek w jej rowerku - całe 12 cali - każdego by bolały od takiego pedałowania); A ma apetyt?  A co jej do jedzenia przywieźć??
Tłumaczę - tym razem wyjątkowo spokojnie - że ją KARMIMY jak na rodziców przystało, że wolimy truskawek jej kupić niż sernikiem od babci dopychać, że chcemy jej większy rower kupić to i tak forsować się nie będzie, że oko jej zaropiało bo jakiś wirus krąży po mieście i raczej nie jest to gorączka krwotoczna, która ponoć pojawiła się ostatnio w Afryce...
Nic to nie dało.  Babcia potakuje bez przekonania dla świętego spokoju, ale i tak wie swoje.  Zupełnie jak ja.  Takie geny;)

A taki fajny był łykend.  W piątek zaliczyliśmy rodzinnie kino.  Pierwsze Ziutowe 3D!  W trakcie filmu zdjęła okulary i orzekła: "Tak też dobrze widzę."  I chwilę sobie tak oglądała... WTF???
Sobotni poranek pod znakiem piłki nożnej.  Wspominałam, że Ziuta uczęszcza na treningi piłkarskie?  Mało kobieca dyscyplina, ale w jej grupie wiekowej nic innego u nas nie ma.  A i tak trener po znajomości ją do grupy dopisał bo nawet czterech lat nie miała;)  Nie, nie mamy żadnych chorobliwych rodzicielskich ambicji.  Zrobiliśmy to z czysto egoistycznych pobudek: w swej naiwności sądziliśmy, że jak się nasze hiperaktywne dziecko dwa razy w tygodniu porządnie wybiega to trochę spokoju będzie.  A gdzie tam...
Chłopaki z drużyny od września postępy poczyniły - czasem nawet sobie na boisku piłę podają i jakieś takie kiwanie ćwiczą.  A Ziuta lata za nimi i ma frajdę bo lata.  Piłki prawie nie rusza.  Ale sobie hasa za całą gromadką i ma radochę.  Za to na bramce - lwica:)  Mało co puści!
Zapakowaliśmy ją zatem w sobotę do auta i pojechaliśmy kilkadziesiąt kilometrów na sparing.
Ha ha :)
Pogrom.  14:2.  Ale Ziuta broniła jak szalona.  Ojcu oczy się śmiały przez cały mecz.  Rzadki to widok, żeby kibic piłkarski w naszym kraju takim szczęściem w trakcie meczu promieniał.
W niedzielę dla odmiany wycieczka rowerowa.  Trochę jazdy, trochę przystanków.  To park, to knajpka, to plac zabaw.  Kawał drogi moja dzielna cyklistka zaliczyła.  Pod domem jeszcze przez godzinę z ojcem ósemki rowerami kręcili.
A w nocy 38.5, ropiejące oczy i zatkany noc.
Musi być równowaga.  Trochę super na maksa i trochę, za przeproszeniem, do dupy.
Niech to cholera.
Dziś wizyta w poradni i L4 na tydzień.
Na pociechę przyozdobiłam Ziucinie worek przedszkolaka, bo w nowym przedszkolu musi być podpisany.  No to podpisałam - a co?
Trzymajta się!









5 komentarzy:

  1. Tak to w życiu jest, że trochę radości, a trochę smutku/problemów się napatoczy, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni, przeziębienie minie i córa znów z energia wróci do zabawy :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. a TY pewna jesteś, że to sprawiedliwie po równo jest ???? bo ja czasem powątpiewam ,czy aby coś mnie w tej przyrodzie rolować nie ma chęci ...bo jak to mówią jak się wali to po całości ....a żeby różowo było, to raczej w mniejszości .....kochana tata Kubańskiego zasuwał wzdłuż boiska razem z nim ,taki zaangażowany był :))))))))))pozdrówki

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za słowa otuchy:) My też zasuwaliśmy, a jakże!

    OdpowiedzUsuń
  4. EEEE tam...przedszkolak swoje musi odchorować ...mój małż mawia - nie chodzi o to by dziecko (tu Igę miał na myśli) nie chorowało tylko żeby szybko z tej choroby wychodziło. Zdrówka !!!!

    OdpowiedzUsuń