środa, 9 kwietnia 2014

Pizza na supercienkim spodzie i powiew świeżości w master bedroom...

Nie będzie o nowych wygibasach z Kamasutry tylko o malowaniu.  Kto się rozczarował może dalej nie czytać;)  Chyba, że potrzebuje fajnego przepisu na super pizzę...

Przed każdymi świętami mamy remont.  JA mam.  Pan domu w pierwszej fazie stara się udawać, że tematu w ogóle nie ma, potem trochę się pobulwersuje, że niby "znowu" i "po co" a później już z górki. Tym razem znowu dopięłam swego.  Ostry ze mnie zawodnik.  Najdroższy stoi właściwie na z góry straconej pozycji - lubię (nawet umiem;) większość prac wykonać samodzielnie.  Może tylko do sklepu z farbami trzeba mnie zawieźć i przywieźć no i kilka cięższych mebli pomóc przestawić...  A, i jeszcze gniazdka poodkręcać bo się boję.  Fizyka nigdy nie była moją mocną stroną - do dziś przepływ prądu w kontakcie i świecące druciki w żarówkach to dla mnie czary.
Wychodzę z założenia, że jak już mam wszystko przed świętami poprzestawiać i wyczyścić to mogę od razu pomalować.  Przemalować.  Poza tym Ojciec Mojego Dziecka wie, że będę ględzić do skutku więc zwyczajowo trochę sobie pomarudzi i odpuszcza.
Niestety czasem mały remont rządzi się efektem domina i przemienia w rewolucję.
Tym razem było w granicach rozsądku.  W sobotę z rana się rozpadało no to co tu robić innego jak nie malowanie..?  Gospodarz się zafrasował, że wydatki i robota niepotrzebna, ale promocja na białą farbę za złotówkę (!) nieco go udobruchała.
Dwa dni roboty, dewastacja manikjuru i po bólu.  Sypialnia odświeżona.

W trakcie wyrwałam godzinę na obiad i wyczarowałam pizzę na cieniutkim kruchym spodzie.  Pizzę jadam sporadycznie, głównie dlatego, że nie widzę sensu w całej tej robocie z ciastem, kiedy najbardziej zawsze smakują mi dodatki.  A kawałki ogołoconego ciasta straszą po posiłku i nie bardzo wiadomo co z nimi zrobić.  A że czas mnie gonił i nie chciało mi się czekać aż zaczyn porządnie wyrośnie - olałam to.  I to było świetne posunięcie.  Spód wyszedł genialny - cieniutki, kruchy, przypieczony na bokach - nawet Ziuta wtrząchnęła cały swój przydział.

A propos: od remontu Ziuta śpi u siebie.  W swoim łóżku.  A my z nią.  Na materacu na podłodze...
Sukces połowiczny.  Farba w sypialni wyschła, już prawie nie śmierdzi a my jakoś nie podejmujemy tematu przeprowadzki.  Ale chyba wkrótce pęknę.  Męczę się w tej Ziutowej sypialni przez większość nocy.  Tatuś sapie, córuś chrapie a ja się miotam.  Pewnie jakaś żyła akurat pode mną przepływa.  Taka karma...

I dalej w temacie karmy:






P.S. Zdjęcia sypialni pojawią się kiedy powróci do niej materac z łoża...

4 komentarze:

  1. Ale smakowite kąski !!! Ja też za często nie robię pizzy ale jak już to idą dwie blachy ;p
    Skoro córcia już zamieszkała w swoim pokoju to może łatwiej jej będzie teraz zostać tam na noc samej :) Powodzenia!
    Czekam na zdjęcia sypialni !!!
    Miłego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Tak kombinujemy, że jak zaśnie to materac pod pachę (bagatela - 220 na 140) i w nogi... :)) Za pizzą nie przepadam, ale ta rządzi:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak! Jeżeli pizza to tylko na super cienkim cieście ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle, cudownie podane! Ślinka cieknie i na tym się dzisiaj kończy :( ...ale w sobotę wyjeżdżam do siostry i każę jej, zmuszę ją :D Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń