środa, 23 kwietnia 2014

Magia świąt... tjaaaa

Lubię pichcić, nie powiem. Jednak ciążący nade mną imperatyw nakarmienia dziesięciu osób, a przy tym dorównania teściówce, żeby kontrast pomiędzy pierwszym i drugim dniem świąt nie był zbyt rażący, a przy tym posprzątanie domu, żeby ludzie mogli sobie konsumować w ludzkich warunkach, a przy tym znalezienie choćby minuty żeby sobie "oko zrobić" - ODROBINĘ MNIE TO WSZYSTKO PRZEROSŁO, delikatnie rzecz ujmując...
Jasne, dałam radę jak zwykle.  Co, ja nie dam rady?  Ale takim kosztem, że na cudowny rodzinny czas świąteczny do gęby przykleiłam coś-na-kształt-uśmiechu wewnątrz drąc się wniebogłosy "Ja *cenzura*, *cenzura*, nie wierzę..."
Obiecałam sobie w duchu, że kolejne święta spędzam poza domem.  Amen.  Z Ziutą, oczywista.  Czy z Panem Ojcem - się okaże.  Zależy, czy mi do grudnia nerw na jaśnie pana minie ;)
Ten blog nareszcie doczekał się wypełnienia swojego zadania.  Mogę sobie bezkarnie popsioczyć na wszystko i wszystkich dookoła.  W końcu u siebie jestem.
Czytam po blogo-sąsiadach, że cudownie, że rodzina, że turlanie po trawie i wąchanie kwiecia, że wesoło i wiosennie - ja nawet, cholera jasna, nie bardzo kojarzę czy ciepło było - większość czasu przy garach tkwiłam.  Bo że słońce świeciło - to przez okno w kuchni widziałam.
Jak do tego doszło nie wiem.  Ale wiem, że więcej się tak nie urządzę.  Wybieram opcję: święta = full relaks.  
Wybieram byczenie się w ogródku z lampką wina - ewentualnie szałowym drinem; wybieram zabawę z Ziutą i rozmowy o wszystkim i o niczym; wybieram wyjazd na rolki/hulajnogi/rowery.  Albo wyjazd LAST MINUTE ALL INCLUSIVE gdzie wszyscy będą skakać dookoła mnie i MOJEGO PRZYSZŁEGO FACETA* i nas rozpieszczać do bólu.  He he.



 



*Nerw już minął.  Życie pędzi, nie ma czasu na pierdoły;)


6 komentarzy:

  1. Hehe skąd ja to znam "przykleiłam coś-na-kształt-uśmiechu wewnątrz drąc się wniebogłosy "Ja p...olę, k...a mać, nie wierzę..."" a no, magia świąt! Pozdrawiam serdecznie i życzę odreagowania, koniecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. i tak oto tradycja obżarstwa przy suto zastawionym stole zamiera .......raz wyjechałam na święta i faktycznie stwierdziłam, że to całkiem fajny pomysł ...no tylko ,że dobrze by było całą rodziną wyjechać .....a teściówką się nie spinaj ,bo szkoda zdrowia !!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam się i ja twojego planu, żadnych świąt w domu więcej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam wenę: odreagowuję sobie w pracy:) Nie ma to jak się babkom (a i facetom) pożalić i mięchem w wesołym towarzystwie porzucać... A wszystko to w gabinecie szkolnego pedagoga. Zawsze uważałam, że nauczyciele mają o niebo więcej problemów niż dzieci;)
    Filipek: Jakiego obżarstwa?? tu dziabnęłam i tam - w sumie to jednak jakieś plusy są:) a teściówka nie jest zła - nawet ją lubię bo fajna babka muszę przyznać:))
    Magda Bem: zobaczymy... jeśli masz tyle konsekwencji co ja to już trenuj przed świątecznym maratonem;)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja lubię w domu. Tylko że kiedyś wrzuciłam na luz ...foch rodziny był, że nie tradycyjnie, że czegoś tam zabrakło...i teraz albo z własną wałówką przyjadą albo zapraszają do siebie.
    Zresztą ...u nas mała rodzina i najbliższe mi osoby "za szybko odchodzą" że łykam każdą chwilę z tymi co z nami są.
    Może to kwestia wieku ...
    Ale rozumiem Twój nerw .... święta to czas odpoczynku być powinien i radości.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ilona: święta właściwie organizuje teściówka - mnie zwyczajnie MOJA CZĘŚĆ przerosła... Znacie to kiedy patrzycie do lustra i nie poznajecie tej baby zadyszanej, zaganianej i zniechęconej..? Paskudne uczucie:(

    OdpowiedzUsuń