wtorek, 29 kwietnia 2014

Jadziem ;)

Właśnie tak.
Pakujem i jadziem.
Już dawno zrozumiałam, czemu obstawałam przy kupnie auta typu kombi, podczas gdy mój jedyny i najdroższy rozważał różne inne opcje.  Jestem zodiakalnym bykiem i po prostu muszę MIEĆ.  Najlepiej wszystko.  Czyli, że większość dobytku podróżuje ze mną.  A jeszcze jak Ziuta dołoży swoje "drobiazgi" to na aparaty, statywy, liny i buciory Łojca miejsca brak.  Chociaż prawdziwy hardcore mieliśmy wożąc ze sobą wózek...
Teraz jedziemy zaledwie na pięć dni więc usiłuję się ograniczać.  W góry nie pójdę - z Ziutą nie ma bata - to przynajmniej sprzętu zabierać nie muszę.  Za to wyjazd robi się o wiele droższy, bo zamiast płacić tylko za wejściówki do parków narodowych (nie taki znowu majątek, a na Taterki nawet chętnie dam;) większość czasu spędzamy na Krupówkach, gdzie każdą Ziucie niezbędną do życia pierdołę można nabyć z - bagatela - pięciokrotną przebitką...  Ponoć pogoda ma się właśnie jutro załamać.  Przypadek?  Nie sądzę.  Latam zatem po naszym przepastnym poddaszu w poszukiwaniu odzieży wodoodpornej, tudzież zimowej - którą akurat wyjątkowo w tym roku poprałam, popakowałam i na strych wyniosłam.  Pierwszy i ostatni raz.

Kiedyś to się zdobywało - był czas, że złaziliśmy Tatry wzdłuż i wszerz.  Nie mam nic do Karkonoszy, Beskidów, Izerów czy innych pięknych miejscówek.  Jednak spójrzmy prawdzie w oczy - to raczej popierdółki.  I - dla jasności - słowa tego używam z sympatią.  Dla mnie prawdziwe góry muszą być wysokie, strzeliste i skaliste.  I najlepiej z groźnie ośnieżonymi szczytami spowitymi ciemną chmurą... :)

Kiedy już nachodziliśmy się po polskich Tatrach, odkryliśmy słowackie.  Jaka odmiana!  Można było pół dnia iść i nikogo nie spotkać.  A widoki zaje...fajne - brnął człowiek sterany godzinami błotem przez dolinę, przedzierał się przez jakieś chaszcze i zasieki i nagle dup: szczyt.  I to jaki - dziki, kamienisty, nie-dla-lamerów rzecz jasna ;)

Przeróżne wspomnienia z tych wypraw mamy.  I fajne i straszne.  Razu pewnego wraz z koleżanką zostałyśmy PORZUCONE przez jednoosobową męską część wyprawy w trakcie schodzenia z Pięciu Stawów ponieważ ZAGRZMIAŁO.  Takiej prędkości nasz najdroższy kolega W. dostał, że ponownie zobaczyliśmy się dopiero przy Morskim Oku... Ot, bohatyr (pozdrawiam!)
Kiedy indziej, najdroższy był mi się odwodnił przy wchodzeniu na Rysy.  A ja całą drogę się zastanawiałam co on tak milczy i z tyłu się wlecze...
Miał również przejścia z nieświeżą żętycą naprędce w bacówce spożytą - jak spojrzę wstecz to widzę, że ojciec mego dziecka jest raczej wątłej konstrukcji gastrycznej.  A nie wygląda.  Oby to dziedziczne się nie okazało.  Hej!

Póki co, z dołu, z mrówczej perspektywy sobie szczyty podziwiam.  Ale nadejdzie taki dzień, że jak pójdę w długą to po paru dniach wrócę.

A na razie - bawta się kobitki w ten weekend majowy wyśmienicie!  Wypoczywajcie, łapcie opaleniznę, leżcie bykiem albo zaiwaniajcie na rolkach - co tam chcecie.  Liczy się FUN :)



A poniżej ku przestrodze - SZCZYT...GŁUPOTY.  
Zdjęcie wykonał Ojciec Mojego Dziecka tuż przed szczytem Świnicy (2301 n.p.m.)
(że niby mi chciał fotkę na pamiątkę zrobić - he,he...)


8 komentarzy:

  1. i co zdobyła szczyt w tych klapkach japonkach ???? więcej ich było może, czy tak sama na złamanie karku se szła???? a niech Wam pogoda dopisuje ...tam w tych Taterkach .. do miłego i aparatu nie zapomnij !!!!!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. :)) Ty wiesz, że nie pamiętam..? W TV nic nie mówili, helikoptera nie słyszeliśmy, to chyba zdobyła i zeszła była... ot, durne:) A prawda, aparat;) Pozdrawiam po góralsku: hej!

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko i córko,aleś się wybrała szczyty zdobywać ;pp Góry to nie moja bajka,ja tam wolę nad morze ;) A to dopiero w lipcu.
    Miłego wypoczynku! I oby nie padało ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. :)) no tym razem ewentualnie szczyt lenistwa zdobędę... ale co popatrzę i popstrykam to moje:) my też latem nad morze! pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. znaczy durny ma zawsze szczęście :))))))))) nie mogłam wyżej dopisać cóś :))) jeszcze raz ..bawcie się dobrze !!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie rozumiem ludzi, którzy chodzą w góry w japonkach albo i w butach na obcasie. Byłam kiedyś świadkiem bolesnego upadku spowodowanym właśnie takim obuwiem w Tatrach... no cóż... Udanego wypoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My już wróciliśmy, czekam na fotorelację:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Magda Bem: No my już też - się szykuje:) Ręce mi się (z zimna) trzęsły, foty trza nieźle obrobić;)

    OdpowiedzUsuń