poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Czekoladowa tarta jaglana, muchy w nosie i plany wyjazdowe

Ciepła i słoneczna wiosna sobie poszła.  A z nią mój dobry nastrój, energia, odporność Ziuty i wyjazdowe plany na dłuuuugi weekend.  Za to mamy smarki w pięknym seledynowym odcieniu i focha.  Jeszcze poświątecznego.  Ja swój temperament mam, nie powiem, szybko się zapalam i znienacka wybucham.  Jednak równie szybko mi przechodzi.  Nie to co Hrabia Lolek - on swojego focha potrafi tygodniami pielęgnować.  Nigdy nie wiem jak to się dzieje, że mój dąs po jakimś czasie staje się jego dąsem - najpierw wyniośle milczę (potrafię!), a zaraz potem, jak już mi przejdzie i imploduję od potrzeby pogadania, okazuje się, że jestem skutecznie ignorowana... No, ale jak to..?  Przecież to babki mają fochy, a faceci cierpliwie i z miłością je znoszą.  Przecież oni są wyrozumiali, mądrzy i kochający, a my egzaltowane i durne.  Za to piękne.  Przecież nas trzeba wielbić już za sam fakt, że jesteśmy, a nie tak fochem w dziób od rana!  I tylko "No o co Ci chodzi?" "O nic." Taaa... ;)
Nigdy nie należeliśmy do specjalnie romantycznych - znaczy się bywamy, ale na swój sposób.  Na filmach o miłości prychamy i chichramy - ostatnio jeden taki w telewizji do swej ukochanej skierował te oto słowa: "Mógłbym tak godzinami słuchać, jak opowiadasz..." Pan Ojciec wstępnie zdjęty przerażeniem po chwili mało się ze śmiechu nie zadusił...
Nasze relacje raczej bym określiła jako kumplowskie.  I dobrze nam tak.  Ogólnie, przepadam za tym gościem - lubię go bardziej niż kogokolwiek innego (poza Ziutą, rzecz jasna).  Rozwala mnie jego poczucie humoru.  Zawsze mnie kręcili ludzie, którzy maja do siebie dystans.  Może dlatego, że mnie go czasem brakuje;)  Ale nadąsać to się potrafi, że ja pierniczę...

Pojawiła się okazja wyjazdu.  W Taterki.  Hurra!  No i co?  No i Ziuta smarka.  Swego czasu jeździliśmy w Tatry po dwa razy do roku.  Lubimy.  Kiedyś bardziej niż morze.  Od nastania ery Ziuty nasz wybór zawęził się do Bałtyku.  Były próby - z niespełna roczną malizną odbyliśmy próbną podróż w naszą ulubioną miejscówę w Poroninie.  Na miejscu jakiegoś wirusa od ojca podłapała i zapalenia gardła dostała.  Miodzio.  Pół wyjazdu w obleganej małej poczekalni u lekarza, drugie pół w kolejkach w aptece...
Wyjazd planowany na środę, może ozdrowieje...  Przyda się oddech.  A już takim górskim powietrzem tym bardziej.

Wakacje też czas zaplanować.  I chyba trzeci raz do tej samej nadmorskiej agroturystyki pojedziemy bo jest tam wszystko, czego nam trzeba: cisza, spokój, fajni ludzie, wielka łąka i zwierzaki do karmienia dla Ziuty, super foto-plenery dla Łojca i święty spokój do nadrobienia czytelniczych zaległości dla Matki.  Zeszłego roku byliśmy trzy tygodnie i FAKTYCZNIE  NABRAŁAM  DYSTANSU.

Wracając do focha - skoro już miałam ciszę i spokój przez cały weekend to trochę popichciłam.  Skorzystałam z przepisu dziewczyn z Burczy mi w brzuchu i na Czekoladową Tartę Jaglaną się porwałam.  A kiedy dwie trzecie domowników popadało popołudniem jak muchy i zachrapało w duecie - małą kulinarną foto-sesję sobie w ogródku zrobiłam.  Pierwsze próby z bezpośrednim światłem słonecznym zaliczone.  I chyba źle nie jest.  Tylko nad kompozycją muszę popracować.  Coraz bardziej mi się to pstrykanie podoba... :)










C z e k o l a d o w a    t a r t a    j a g l a n a

Składniki:

Ciasto 

500 gr ugotowanej jaglanki
4 łyżki cukru trzcinowego
1 jajko
20 gr kakao
50 gr mąki (u mnie ryżowa)

Składniki wymiksować na gładką masę, wyłożyć na formę do tarty (zrobić rant) i piec przez 40 minut w 180 stopniach.  Wystudzić.

Krem jaglany czekoladowy

250 gr ugotowanej jaglanki
100 gr orzechów laskowe
50 gr gorzkiej czekolady
2 łyżki prawdziwego kakao
4 łyżki miodu
szczypta cynamonu
2 łyżki mleka (ja dałam kokosowe)

Orzechy podprażyć, dodać miód i cynamon i karmelizować około 5 minut.  Dodać połamaną czekoladę i mieszać do rozpuszczenia.  Czekoladowe orzechy wymiksować z resztą składników na gładki krem.
Krem wyłożyć na ciasto, ozdobić na przykład prażonymi migdałami i wcinać :)




2 komentarze:

  1. Bardzo smakowite te zdjęcia :)
    Mój C. się nie fochuje, dzięki Bogu. Co jak co, ale faceta z fochami nie zniosę...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję:) Z tymi fochami to jednak da się żyć.. ;)

    OdpowiedzUsuń