poniedziałek, 24 marca 2014

Wiosna, spóźniony refleks i kanciapa Ziuty

Ostatni post był moim setnym!
Tak mnie ten news przytkał, że na cały weekend doznałam blokady twórczej.
Poza tym wiosna przyszła i aż żal było w domu przy biurku siedzieć.  A wifi nasze do ogródka niestety nie sięga;)
Dodatkowo końcówka tygodnia i weekend były u mnie mocno pracowite: w czwartek szykowałam zestaw przekąsek do pracy na wiosenny kiermasz zdrowej żywności.  Poszłam w zdrowe słodycze;)  Żeby było szybko, smacznie i efektownie napiekłam ciasteczek owsianych z tego przepisu oraz narobiłam genialnych bananowych cosiów, które w takim tempie się rozeszły, że nie zdążyłam ich na zdjęciu uwiecznić...  Postanowiłam zatem zrobić je ponownie i koniecznie wrzucić na bloga - niebawem;)
Coś ostatnio nie nadążam.  Albo ja zwolniłam albo reszta na speedzie wali - chcę zrobić pięć rzeczy na raz i g...uzik z tego wychodzi...
Dzisiaj pognałam do domu (zahaczając o rynek) z mocnym postanowieniem obiadowym: puree z batatów na rukoli plus kawałki fety marynowane w oleju z pestek dyni i ziołach - poezja.
Wszystko dobrze poszło poza synchronizacją - jak już przyrządziłam, nałożyłam, zadbałam o efektowną prezentację i szłam właśnie dłonie z batatowych resztek otrzeć przed foto sesją - wpadł Pan Domu na półgodzinną przerwę między zajęciami, na którą zwykle zaszywał się przeszczęśliwy przed komputerem w zaciszu swego zakładowego gabinetu.  Jednak dziś wiedziony jakimś dodatkowym zmysłem (pewnie węchu) wpadł do domu i wchłonął wszystko na swojej drodze...
Także ten... było ładnie, było smacznie i tyle Wam musi wystarczyć ;)

Skoro zatem kulinary nie wypaliły, to pokażę Wam dzisiaj "Kanciapę Ziuty".
Najpierw muszę się do czegoś przyznać: Ziuta, moja czteroipółletnia mała kobietka, CIĄGLE ŚPI NA DOSTAWCE.  Do naszego nie-małżeńskiego łoża.  Mimo tego, że posiada SWÓJ POKÓJ.  A w nim SWOJE ŁÓŻKO.  I miliony książek.  I tony zabawek.  I stosy bloków.  I hektolitry farb.  I w ogóle wszystko czego kiedykolwiek jakakolwiek mała baba może zapragnąć.
To moja wina.
No przecież ona się ciągle w nocy rozkopuje.  I stale jest przeziębiona.  I może z wyra zlecieć bo się wierci jak nakręcona.  I może się jej coś durnego przyśnić i wtedy zacznie płakać (właściwie to się jeszcze nie zdarzyło, ale przecież może).  A jak zachce siku to może nie zdążyć.  I tak dalej...
Mogę znaleźć jeszcze ze trzydzieści innych powodów, ale po co.  Chodzi tylko o to, żeby dalej rano otwierała swoje wielkie ślipia i mówiła 3 centymetry od mojej twarzy: "Mamo, wstajesz?  No wstawaj bo mi się nudzi..." i ładowała swoje prawie 20 kilo centralnie na mój brzuch, ewentualnie nadwyrężony ciążą kręgosłup, ewentualnie na analogiczne elementy swego ojca.
Ktoś (kto??) musi wreszcie odciąć pępowinę - bo ja nie umiem...
Robiłam już podejścia - ze dwa razy przemeblowywałam jej pokój; raz całość przemalowałam, łącznie ze stempelkowaniem jednej całej ściany w grochy; dostała meble na wypasie (jak dla czterolatki) podczas gdy jej matka rodzona w pacholęctwie musiała się zadowolić połową łóżka i papierowo-dyktową pseudo ścianką działową, która wydzielała 2 metry kwadratowe "własnego kąta".  A Ziuta ma swoje łóżko z barankami, swoją pościel w las i zwierzaki, swoje biurko, półki, zasłonki, szafę z wieszakami (!) i wszystkie te niezbędne duperele.  No i ma biedna niedojrzałą do rozłąki matkę.
Ale obiecałam sobie, że jak się wreszcie cieplej zrobi i w jej pokoju przestanie tak "ciągnąć" to już nie ma odwrotu - eksmisja z sypialni.
Taaaa...








10 komentarzy:

  1. No to życzę wytrwałości i konsekwentnego podejścia do "eksmisji" Ziuty ;p Chyba czas najwyższy , skoro ma już kilka lat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie urządziłaś ten pokój - świetne stonowane kolorki, ale żadnego w nadmiarze, urocze obrazki i zdjęcia z dzieciństwa Ziuty... przyglądam się właśnie tym postaciom (mama i tata z córką w środku?) narysowanym pewnie przez Ziutę jako jedno z pierwszych dzieł i śmieję się, bo prawie identyczne narysowała mi moja córka kilkanaście lat temu... Musisz Jej pozwolić tam pomieszkać :) Też pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana Mamuśka Jesteś!!! Och, Ziuta!!! Ty to masz raj!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jaki czas najwyższy? Nie znacie się i już!:))) Oj pora już pora;) Dzieło owszem Ziutowe jedno z pierwszych - uwielbiam:) A pokoik nie zając - poczeka:))) Myślę, że młoda sama zapragnie trochę prywatności wkrótce:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Sylwia! No dzięki bo inne dziewczyny to się ze mnie nabijają;)) Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  6. pępowina sama odpada zobaczysz :)))) rób jak Wam wygodnie :))) mój Kuba też długo z nią latał ..pewnego dnia powiedział, że chce już spać w swoim łóżeczku :) każdy z nas jest inny i my i dzieciaki ...mnie tam cieszył ten czas kiedy wtulał się we mnie buziole

    OdpowiedzUsuń
  7. Pokoj dzieciecy jest przesliczny. A wiesz (bo moje coreczki tez spia u mnie w lozku), czytalam gdzies, ze to dodaje pewnosci siebie na przyszlosc. I nie ma co dziecie na sile stresowac, a kiedys dojrzeja do samodzielnosci. Pozdrawiam hardaska

    OdpowiedzUsuń
  8. Filipek: na to liczę bo inaczej z osiemnastolatką będę się rano tulić;))
    Beata: żebym tylko ja dojrzała - o Ziutę się nie martwię;))

    OdpowiedzUsuń
  9. chciałabyś, chciała :)))) dorastają nie wiadomo kiedy i jeszcze usłyszysz mamo nie przesadzaj jestem już duża /dorosła milion razy:)))))ciesz się chwilą bo szybko umknie !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  10. :))) moje złoto już mi kilka razy zasunęło tekstem o dorosłości:)) To po ojcu - ponoć też tak miał za młodu;) Ale pomiziać się rano i wieczorem lubi, wręcz przepada:)

    OdpowiedzUsuń