środa, 5 marca 2014

Tort Heleny czyli rozpusta o smaku mango, kokosa i Malibu

Biszkopt wyrósł, tort imieninowy się udał:  był wilgotny, ale i puszysty, trochę słodko-kwaskowaty dzięki mango i mocno kokosowy dzięki wiórkom i Malibu.
Nie przepadam za tortami.  Kojarzyły mi się zawsze z tłustymi kremami maślano-margarynowymi, ananasem z puszki (w innym wydaniu całkiem smacznym, jednak nie-do-strawienia po upchnięciu w krem kawowo-jakiśtam) i "bajerancką" ornamentyką w stylu różyczka+listek+literki.
Niestety, żeby jakoś zaistnieć wśród rodziny o bogatej tradycji kulinarnej (teściówka spędzająca 3/4 życia w kuchni usiłując wykarmić i zadowolić delikatne podniebienia trzech wyrafinowanych mężczyzn obdarzonych uberkubkami smakowymi ;) trzeba się było nie tylko podporządkować, ale i starać błysnąć tu i ówdzie.
Z początku nasz wielce partnerski związek  pełen był luzu i nonszalancji w kwestiach tradycji, celebrowania, konwenansów i innych dupereli.  Imieniny? Phi!  Butelka wina, arbuz i inwencja.  Święta u teściówki.  Dzień Kobiet w pracy.  Walentynki... no, na pewno nie kulinarnie;)
Ale już wtedy, pośród szaleństw młodości, kilka razy zapaliła się czerwona lampka.
Chociażby w jedne imieniny moje - trzecia godzina, siedzimy sobie w piżamach w panieńsko-kawalerskim gniazdku miłosnym, umęczeni świętowaniem, młodzi, szczupli, piękni i bez zobowiązań, pośród brudnych garów i kurzowych kotów i ... ta dam: pół tuzina osób wpada z kwiatami, życzeniami i śpiewem na ustach (w tym przyszłe teście, przyszły szwagier z rodziną, itp.).  A tu nawet herbaty nie uświadczysz.  Ani czystej szklanki...
Albo tak: ja w zaawansowanej ciąży zamotana w poszarpaną karimatę, wygięta w bok i w...ona na maksa bo z takim bandziochem słabo da się pozycję wojownika prawidłowo wykonać a za plecami teściu za naręczem bzu schowany pogina i sto lat z okazji urodzin śpiewa.  Zanim się odplątałam i ogarnęłam już było po wszystkim...
Po kilku takich wtopach człowiek uczy się roztropności.  Z czasem kawę zawczasu z szafki wyjmowałam i pieguski czy delicje jakieś po drodze z pracy zgarniałam.  Na wszelki.
Ale czas płynął, a poprzeczka wędrowała w górę.  Święta u teściówki - orgia smaków, kolorów i dekoracji.  Imieniny/urodziny u szwagra - cuda wianki Panie (i smacznie, i ładnie, i jeszcze cholera wesoło;).
A że zawziętej jestem natury i taka ostatnia i najgorsza nie umiem być - trza było jakoś trzymać poziom.
I się zaczęło.
Bez wchodzenia w szczegóły - obecnie każda okazja to niezła jazda.
No i torty chciał nie chciał musiałam polubić bo przy dużej rodzinie uroczystych spotkań od groma.
Do niedawna moje cwańsze drugie ja do Lidla po biszkoptowe blaciki łaziło i tylko bitą śmietaną i owocami je przekładało i włala!
Do zeszłego piątku.
Sylwia jakieś takie cuś upiekła co poraziło moje oczy wysokością biszkopta.  Tak się w komentarzu nazachwycałam, że pękła ;) i przepis na biszkopt "zawszewychodzący" podała :)
Dziękuję, o wielka kusicielko!
I zrobiłam.
I urósł jak diabli :))
Potem zostało już tylko pociąć, obsmarować, ukryć przed światem i zabłysnąć dnia następnego.
Sukces.  Sami czekdysałt:





T o r t    M a l i b u - K o k o s - M a n g o

Biszkopt (od Sylwii):

5 jaj
szczypta soli
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia

Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywną pianę ze szczyptą soli.  Wciąż ubijając dodawać partiami cukier a następnie po jednym żółtku.
Przesiać mąkę z proszkiem i dodawać mieszając łopatką.
Formę nasmarować, wysypać bułką tartą i wlać ciasto.
Piec w 165 stopniach przez 45 minut.
Uwaga: od razu po wyłączeniu wyjąć blachę z ciastem i upuścić całość z wysokości 60 cm na ziemię.  REALLY.  Potem wstawić z powrotem do jeszcze ciepłego piekarnika i zostawić do całkowitego wystygnięcia.

Mus z mango:

1 puszka mango w zalewie
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 łyżki cukru

Mango odcedzić i zmiksować z 3 łyżkami zalewy i zagotować w rondlu.  Wymieszać mąkę ziemniaczaną, cukier i 4 łyżki wody i dodać do mango.  Zagotować jak kisiel.  Odstawić i wystudzić.

Krem z Malibu:

300 ml śmietanki 36%
5 łyżek cukru
50 ml likieru Malibu
500 gr Mascarpone

Śmietanę ubić.  Serek zmiksować z cukrem i Malibu i połączyć ze śmietaną.

Do nasączenia:

Wymieszać 30 ml Malibu, 4 łyżki wody, 30 ml zalewy z mango.

Dodatkowo: sporo wiórków kokosowych :)

Wystudzony biszkopt przekroić na trzy blaty.  Każdy nasączyć.  Na najniższy nałożyć cały mus z mango, na to część kremu z Malibu.  Przykryć kolejnym blatem, na to krem, na krem kilka łyżek wiórków kokosowych.  Przykryć ostatnim blatem.  Całość obłożyć hojnie kremem i obsypać wiórkami.
Schłodzić przez noc.
Rozkoszować się dnia następnego.

2 komentarze:

  1. Brawo!!! Brawo!!! z Malibu muszę spróbować. Ja zawsze likier Sheridan brałam, bo i on sam mi smakuje ;)))))) Jesteś Boska!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. I jak smaczny jest ten tort?? bo zastanawiam sie czy zrobic..

    OdpowiedzUsuń