poniedziałek, 17 marca 2014

Torcik Babci Krysi i wielkie tyły

Ojej ojej, ale mam tyły...
Przez te nasze wirusy, bakterie, katary i zatoki z rytmu wypadłam zupełnie.  Za to w pracy nadrobiłam;)  Do zarazków domowych mi się nie spieszyło to sobie siedziałam po godzinach i dziobałam.  Zaczynam wiosnę w kościach odczuwać.  Jakoś jakby energii nieco więcej, pomysły lepsze, jedzenia mniej... Właśnie, blog z założenia miał mi posłużyć do odpędzenia jesiennej deprechy.  Tu, owszem, swą rolę wypełnił.  Jednakowoż na linię moją (w sensie figurę, sylwetkę, kształt) zadziałał zgoła destrukcyjnie.  Godziny wysiedziane przed monitorem wpływają na rozmiar mego tyłka bezpośrednio i geometrycznie...
I tu deklaracja numero uno:  KONIEC ŻARCIA.
Dla jasności - nie rzucam definitywnie i per se.  Wyrzekam się jedynie obżarstwa, podgryzania, przekąszania, zajadania stresu i wtryniania na maksa po przyjściu z pracy...
Zawsze to coś.
Stawiam na pięć posiłków, zdrowy lanczyk do pracy, więcej ruchu (matko, kiedyś to się człowiek ruszał a teraz - tylko do roboty, marketu i przychodni...), zero cukru (tu się jeszcze waham czy cyfry nie zmienić), litry wody (nie lubię, cholera, ale co Pan zrobisz) i minimum nabiału.
Tak sobie wymyśliłam.
Zobaczymy co życie przyniesie;)
A na huczne zakończenie okresu beztroskiego wcinania - Torcik Babci Krysi.
Zrobiony w sobotę według wcześniejszego przepisu na Tort Heleny o smaku mango-kokos-Malibu, przystrojony i skonsumowany wspólnymi siłami wczoraj wczesnym popołudniem na imienino-urodzinach Babci Krysi (znaczy się Mamusi).
No jak tu nie zjeść, no jak..?







7 komentarzy:

  1. No właśnie-jak tu nie zjeść takiej pychotki !!! Powodzenia życzę i wytrwałości :)) Ja jakoś nie mogę zmobilizować się w tym roku ani do ćwiczeń ani do dietki "MŹ" (czyt.mniej żreć) .Z utęsknieniem czekam na cieplejsze dni,żebym mogła w końcu wyciągnąć mój ukochany rower i tym sposobem pozbyć się choć tych 2kg ;p

    OdpowiedzUsuń
  2. To rower tak działa..? A ile trzeba pedałować? Bo ja 3 razy więcej pojeżdżę i ze sześć kilosów pójdzie jak nic))) Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
  3. no ........bo już się bałam, że powiesz :z bloga narazie trzeba zrezygnować :))) no broń CIę ......!!!!!! babcię Krysię znaczy mamusię mam i ja !!!!! taka sytuacja :))))))) reszta problemów podobna też !!!! buziole

    OdpowiedzUsuń
  4. :))) fajnie Cię widzieć! a z tymi problemami-rozmiarami szkoda gadać... ale mam plan: lustro w ciemną garderobę przewieszę i po bólu;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bym nie rezygnowała całkowicie z cukru, tylko go ograniczyła. Warto wprowadzić cukier brązowy, syrop z agawy bądź ksylitol. Ograniczyć białe pieczywo, podczas pieczenia używać nie tylko mąki pszennej, ale dodawać inne mąki i wprowadzać pełnoziarniste. Trochę mniej słodkości, ale całkowicie nie wiem czy jest sens je eliminować, bo potem jak do nich wrócisz, to możesz zacząć się nimi objadać i efekt jojo murowany. Więcej warzyw o owoców, zdrowsze przekąski np. orzechy i już będzie lepiej. Wychodzę z założenia, że raz się żyje, więc nie warto wszystkiego sobie odmawiać, tylko jeść bardziej zdrowo i racjonalnie, ale nie rezygnować całkiem z tego co sie lubi

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest tak: białego cukru nie używamy; pieczywo białe - baaardzo rzadko; mąki uwielbiam mieszać - kocham ryżową i kukurydzianą; wcinamy orzechy, owoce i warzywa; za mięchem nie przepadam, nie smażę - ale co z tego?? Ja po prostu muszę mniej żreć...:)))

    OdpowiedzUsuń