niedziela, 2 marca 2014

Imieniny Heleny czyli fajny łykend:)

Nasza Helena ma imieniny.  Znaczy się Głowa Naszej Rodziny.
Jesteśmy związkiem partnerskim, ale nie tego typu :)  Po prostu lata temu (ze siedem będzie) wpuszczono mnie w kanał wmawiając mi, że ukochany mój imieniny obchodzi drugiego marca.  W żadnym kalendarzu nie mogłam znaleźć na to potwierdzenia, ale teściówka - bądź co bądź najlepiej zorientowana w tej kwestii - zarzekała się, że Synuś Duduś Niuniuś obchodzi wtedy kiedy Helena i już.
Czyli dzisiaj.
Niech i tak będzie :)
Zawsze to jakaś okazja.
Tym bardziej, że w piątkowy wieczór rodzina zawitała do naszego żółtego domu a wśród rodziny najniezwyklejszy człowiek na ziemi w oczach naszej Ziuty - Natalka - czyli stryjeczna siostra równe dziesięć lat starsza.  Wiekowo przepaść a jednak miłość między laskami kwitnie.  Ziutka jak w obraz wpatruje się w taką dużą, mądrą i piękną kuzynkę a Natalce na całe szczęście ta fascynacja zupełnie nie przeszkadza :)
I tak weekend upłynął pod znakiem radosnych obchodów imienin Heleny.
Dla mnie już w piątek zaczęła się jazda: jako, że ciąży na mnie fatum "upadłego biszkopta" - po kilku próbach się poddałam i postanowiłam za to podstępne cholerstwo już się nie zabierać.  Mało mam zmartwień..?
A jednak po wizycie na blogu Sylwii zmobilizowałam się i zrobiłam.  Sylwia obiecała, że wyjdzie i wyszło!  A niech mnie!  Niniejszym składam na ręce Sylwii oficjalne podziękowania - jakieś egzorcyzmy odprawiła i zły urok odczyniła :)) No, sami popatrzcie:


I z tego właśnie puszystego biszkopta uczyniłam tort (ponoć pyszny) o smaku mango-kokosowym. W taki oto sposób nieuczęszczająca do kościoła Helena została obdarowana tortem komunijnym ;) 


Dla zainteresowanych - przepis na torcicho zamieszczę wkrótce (może i na super biszkopt - jeśli Sylwia wyrazi zgodę.  Wyrazi..??)
A na razie - na szybko - kilka migawek z fajnego, rodzinnego, imprezowo - wiosennego weekendu: było wesoło, drinkowo, kolorowo, słodko i głośno :)










A teraz proza życia: Ziuta od wczoraj smarka i właśnie zaczęła kaszleć.  I ferie się skończyły.  Cholera jasna.



9 komentarzy:

  1. Ale ci wyrosło ciacho!!!! Moje biszkopty są co najmniej 3x cieńsze ;p Bardzo podoba mi się twój wazonik z tulipanami,poszukuję takiego :)
    Pozdrawiam i zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Sama się nie mogę nadziwić:) Wazonik szwedzki extramarket ;) a tulipany tutejsze:)) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok,dzięki za cynk ;p Lecę na allegro bo niestety ten szwedzki extramarket dopiero w Lublinie powstaje ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. no cholera ..nie da się ukryć ...jakby mało kłopotów było, to jeszcze wirusy na dokładkę sobie polowanie na ludzi zrobiły ....
    no i coooooooooooooo ?????? musiałaś mi tak przed oczy z tym ciachem ?????za przeproszeniem Heleny ????

    OdpowiedzUsuń
  5. No to nie pozostaje mi nic innego, jak Helenie najlepszego życzyć ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, racja potwierdzam - było świetnie. Bardzo dziękujemy za miłe chwile i buziaki przesyłamy wielkie dołączając pozdrowienia dla Zakatarzonej.

    OdpowiedzUsuń
  7. :))) Ale chłopaki to chyba pierwszy i ostatni raz się bez opieki wybrały na przygodę - same straty...;)) Pozdrawiamy i całujemy osłaniając osmarkane nosy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Filipek: co nas nie zabije...;)) jakoś coś tym razem na większym luzem do infekcji podchodzę - pewnie ta wiosna... Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam Wenę: Helena oczywiście dziękuje:)) Nawet nie wiedział(a) że taka słynna się nagle zrobiła;))

    OdpowiedzUsuń