sobota, 1 lutego 2014

Placki jaglane z warzywami czyli perfidne oszukaństwo

Nikt by się nie spodziewał, że Ziuta to taki francuski piesek.  Nie zje bo kolor nie pasuje, bo brzuch ją akurat zabolał, bo właśnie jest taaaaka zmęczona, bo zjadła całe śniadanie, bo coś tam pływa, bo nie chciała z ogórkiem, bo leżało obok sosu - bleee, i tak dalej przy każdym jedzeniu ostatnio.
Mnie trzęsie jak tylko siadając za stołem widzę, że mały zołzik już szykuje miny i argumenty.  Ojciec - jak to Ojciec - wzdycha (kojarzycie ojca Kevina Arnolda z "Cudownych Lat"?  Z biegiem czasu coraz bardziej mi go przypomina);  ja - jak to ja - wywrzaskuję listę możliwych szlabanów na aktualny tydzień;  a Ziuta - jak to Ziuta - ma wszystko w nosie i sobie marudzi.
Żołądek ma jak pies - słowo daję.  Jak już się do jakiegoś żarcia przyzwyczai to źre i źre i nic innego nie chce.  A że niedawno wcinała u babci placki ziemniaczane - wiadomo, u babci zawsze smakuje lepiej - podstępnie ją oszukałam: nasmażyłam ZDROWYCH DO BÓLU PLACKÓW, zaserwowałam z jogurtem naturalnym i udawałam, że są z ziemniaków.  O ja podła...
A dobrze Ci tak Ziuto marudna - za karę dostaniesz furę witamin, nie zakwasisz sobie organizmu, odgrzybisz się, urośniesz i na dodatek będzie Ci smakować!  A masz!
Żeby było zdrowo na maxa - smaruję patelnię olejem tylko za pierwszym razem a potem jakimś niezrozumiałym dla mnie zrządzeniem losu placuchy smażą się obustronnie nie rozlatując i nie przywierając!
To pewnie kolejna cudowna właściwość jaglanki ;)





A jaglankę jak już gotuję - to cały worek.  Na sypko, po uprzednim uprażeniu na suchej patelni i przelaniu wrzątkiem.  Trzymam potem całą miskę w lodówce i albo zużywam jako dodatek do zup, albo miksuję na gładko w celu uczynienia przeróżnych placków.  Można na przykład dodać jajko, maślankę i trochę mąki ryżowej żeby otrzymać ciasto naleśnikowe jak ta lala :)
Dla chętnych do zgłębienia tematu gorąco polecam Smakoterapię, gdzie kobitka wyczarowuje z jaglanki absolutnie wszystko - nawet lody na patyku!

12 komentarzy:

  1. Nie wiem czy wszystkie Ziutki są takie same ale osmielam się stwierdzic, że chyba tak :). Placuszki wyglądają obłędnie i już mam na nie chętkę :). Moja Zuzia ma już lat 12 ale niewiele z jedzeniem się zmieniło - nadal niezły pański piesek i ciągle muszę kombinować :). Będzie mi miło jak wpadnisz z wizytką i odwiedzisz moje lale :). Pozdrawiam cieplutko małą Ziutkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziuty rządzą! Mimo grymaszenia... A lale już trochę podziwiałam - na FB. Cudne. Zapowiadam dłuższą wizytę:))

      Usuń
  2. Placuszki wyglądają obłędnie ;-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One skubaniuchy SĄ obłędne:)) Pozdrawiam zwrotnie!

      Usuń
  3. ach, Ty podła, ja też należę do klubu podłych mam :D:D:D a z jedzeniem moja nastolatka, zresztą prawie dorosła kobita, to tak ma teraz, jak Twoja Ziuta :/ kiedyś jadła wszystko, a teraz tak wybrzydza i też ją szantażuję - ja okrutna! A z jaglanką to mi się wpasowałaś, bo właśnie miałam szukać jak ją ugotować i przyrządzić, czytałam właśnie o niej, że bardzo wartościowa i już nawet się w nią zaopatrzyłam :) Pozdrawiam wieczorową porą!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) o nie, a ja się łudziłam, że to marudztwo minie... Ale cieszę się, że mogłam pomóc - ten blog, który wymieniłam w poście naprawdę warto odwiedzić - cuda na kiju tam babeczka kręci z tej kaszy:) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Hmmm, muszę zgłębić temat tej jaglanki!!! Bo te placuchy wyglądają nieziemsko dobrze!!!!! Ściskam!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam a nauka i medycyna stoją w tym temacie za mną murem:))

      Usuń
  5. Ojacie, ja bym u Ciebie na obiedzie na pewno nie wybrzydzała! Już same zdjęcia niezwykle smakowite :)

    OdpowiedzUsuń
  6. I bazując na wrażeniach estetycznych z takiego błędnego założenia właśnie wyszłam - ale na moją Ziutę to tylko sporadycznie działa...:)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń