sobota, 22 lutego 2014

Kokos... a to ja poproszę!

Przepadam.
Naprawdę.
Kiedy pojawiły się hamerykańskie batony w sklepie koło szkoły, wszyscy rzucili się na snikersy, tłiksy i milkiłeje a ja tylko Bounty i Bounty...
Czasem lubię sobie powyjadać wiórki z zapasów - taki wstydliwy sekret ;)  A kupne mleko kokosowe dodawałabym najchętniej do wszystkiego.
Pamiętam taką kokosową przygodę z dzieciństwa: dostaliśmy paczkę z "enerefu" a w środku - między innymi cudami - był właśnie kokos.  Trochę sobie poleżał, bo nie wiedzieliśmy co z nim zrobić.  Jednak ciekawość wzięła górę i zabrałyśmy się (znaczy mama) za niego.  Łoooo matko, nożem, tasakiem, śrubokrętem, młotkiem - wreszcie jakoś pękł, ale zbyt się urobiłyśmy, żeby to docenić.  Cała drogocenna "woda" się wylała była, a że nie miałyśmy pojęcia co ze środkiem zrobić to dzień po dniu zwyczajnie sobie go kroiłyśmy i wyjadały kawałek po kawałku.  Internetu wtedy nie było (!) - nie było gdzie po poradę się zwrócić.  A sąsiedzi w tym względzie też specjalnego doświadczenia nie posiadali...
W mym przekonaniu pozostał więc kokos na długo owocem niedostępnym i trudnym aczkolwiek pysznym i luksusowym.  Na szczęści były wiórki i batony...
Do niedawna.
Posiadam bowiem teraz internet; znam też jednego sprytnego i silnego faceta, który na dodatek dysponuje przeróżnymi narzędziami.
W "sklepie, który ceni jakość" zakupiliśmy zatem dwa kokosy i jazda.
Wystarczyła krótka wizyta w garażu, żeby kokosy wróciły rozłupane a i cenne mleczko przybyło w kubku nie na szmacie...

Po tak długim wstępie mogę wreszcie przejść do meritum, znaczy się: a)mleczka kokosowego i b)czekoladek z kokosowym nadzieniem.

M l e c z k o    k o k o s o w e

Miąższ kokosa siekamy lub miksujemy, zalewamy zagotowaną wodą (0,5 l na jednego kokosa - im mniej wody tym mleczko bogatsze;) i miksujemy około 1 minutę na najwyższych obrotach.  Potem wystarczy przestudzić i przelać do butelki.  W lodówce przechowywać do 2 dni - jak dacie radę;)
Stosować jak zwykłe mleko - tyle, że pyszniejsze i zdrowsze :)


C z e k o l a d k i    
z    n a d z i e n i e m    k o k o s o w y m

Składniki:

200 gr gorzkiej czekolady
35 gr świeżych wiórków z kokosa
2 łyżki cukru pudru trzcinowego
5 łyżek śmietanki 30 %
trochę alkoholu (opcjonalnie) np. rumu
foremki silikonowe do czekoladek

Czekoladę temperujemy (rozpuszczamy, studzimy, rozpuszczamy, studzimy - kilka razy), żeby była lśniąca i nie topiła się w palcach zbyt szybko.
Wiórki, cukier, alkohol, śmietankę łączymy i mieszamy.
Foremki smarujemy pędzelkiem maczanym w rozpuszczonej czekoladzie (cudowna robota), nakładamy w środek odrobinę nadzienia i znów zalewamy czekoladą.  Gdy napełnimy wszystkie wgłębienia kilkakrotnie uderzamy foremką o blat, żeby pozbyć się pęcherzyków powietrza.
Wstawiamy do lodówki do całkowitego stężenia (około godziny) i po tym czasie delikatnie wyjmujemy poszczególne czekoladki :)






P.S.  Jutro wykorzystamy resztę z kokosa, żeby się nie zepsuło, ok? ;)

3 komentarze:

  1. Ja też mam ostatnio fazę na kokosy. Do wszystkiego dodaję wiórki i mleczko kokosowe, nawet do zupy i curry. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Baby już tak mają - takie "fazy" na coś - na kwaśne, na słodkie, na alkohol, na focha... :)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń