piątek, 7 lutego 2014

Grunt to podstaw(k)a

Zdeklarowałam się wczora z wieczora a zwątpiłam w siebie już dziś w samo południe.  To co dnia poprzedniego wzięłam za entuzjazm okazało się być ostatnim podrygiem - obudziłam się rano obolała i nieco połamana.  Pewnie katar Ziuty mnie zaatakował i przybrał ostrzejszą formę.  Cholernie zjadliwe te dzieciowe wirusy...
W pracy ledwo dziś kumałam co się dzieje.  Moje rozdrażnienie przyniosło szybkie efekty w postaci koleżeńskiej kłótni i - prawdopodobnie - focha na najbliższy tydzień.
Dobrze, że jest weekend.  I super, że jest dzieciak, co to okrzykiem radości przywita.  I cudownie, że dzieciak ma ojca, który pysznego żuru babie marudnej nagotuje i placki tak pysznościowe zrobi, że na bloga je niechybnie wkrótce wrzucę:)
Ale nie o to...
Do rzeczy: rodzinę zaprzęgłam do pomocy i wspólnymi siłami wywiązaliśmy się z Walentynkowego Diajłaja No 2!














A teraz, skoro honor uratowany, mogę z typowym dla mnie wdziękiem osunąć się aby pobredzić sobie w malignie...

6 komentarzy:

  1. no dobra podstawa być musi nie ma to tamto .....placków chciażby choremu nasmaży :)))) nie daj się !!!!i nie poddawaj czasem !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, ale czary! I można sobie taką indywidualno - prywatną podkładkę pod kubek wyprasować? a! czekam na placki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bedo, Panie, bedo... Jak się z tymi diłajami ogarnę;)) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. plan był ambitny, teraz trzeba działać.. a tu jeszcze 6 dni do walentynek :) ale podkładki pierwsza klasa, więc jakoś o kolejne diajłaje się nie martwię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty mnie jeszcze nie znasz - jak ja się uprę to nie ma mocnych... Dziecię zasmarkane i ubabrane po domu się snuje, jego ojciec z głodu się słania - ale nic to: ja dzielnie hendmejduję;))

      Usuń