wtorek, 18 lutego 2014

Ferie oraz 4-minutowe ciacho mocno czekoladowe

Aaaa, zapomniałam: mamy ferie!
Lubię, kiedy mamy je jako ostatni bo wtedy innym gul skacze kiedy my zaczynamy a oni kończą - wiem, bo nam w poprzednich latach skakał ;)
I co tu robić...
Śniegu brak, na nartach zjazdowych i tak ze sześć lat nie jeździliśmy - pewnie zardzewiały - ale na biegóweczki by się pojechało.   Tym bardziej, że niedaleko mamy.  Taki region - kulturalnie pustynia (kino z domem kultury na krzyż), ale za to krajobrazowo - marzenie.  Niedaleko nasze, czeskie i niemieckie górki - i to wymagające a nie jakieś wkijpierdział...
Był czas, że każdą chwilę spędzaliśmy w górach.  Nawet trochę wspinaczkowo.  Fajne to było hobby; takie, Panie, ekstremalne nieco - nie dziwota, że nastała Ziuta i się skończyło.  "Ja tam życia narażać nie będę, dziecko mam do wychowania, a ty róbta co chceta... Tylko testament odpowiednio sporządź, coby bidna sierotka bez środków z matką utracjuszką nie została ;))"
Myślałam, odpuści, kto by się tam w pojedynkę wspinał.  Ktoś ten sznurek z drugiego końca trzymać musi, nie?  Ano nie.  Tak pan ojciec kombinował, studiował i rozmyślał, że wymyślił: ma taki system, że sam siebie asekuruje!  Ja tam do końca nie kumam tej fizyki, ale póki co w jednym kawałku wraca - to chyba działa.
Azaliż forma rekreacji zacna: na powietrzu, z dreszczykiem, adrenalinką i powerem...
Ech młodość ;)
Tak było.  Z 10 kg temu (co najmniej).
Ziuta swoje wspinaczkowe epizody już zaliczyła - nie boi się bździągwa wysokości to sprzęt otrzymała i z ojcem próbuje.  Ale ma radochę!  Ja nie protestuję, gdyż wiem, że bezpieczniejsze to niż jazda na rowerze.
Może i ja się nawrócę (czyt. schudnę)...  Co będzie tak sam ojciec córce imponować?
Póki co tyłek rośnie bo blogowanie figurze bynajmniej nie służy.  Od tego krzesła jeszcze mi się, nie daj Boże, spłaszczy.

A i gotuję jakby więcej i bardziej kalorycznie.

A propos: dziś słodko, kalorycznie, pysznie i błyskawicznie.


4 - m i n u t o w e    c i a c h o    
m o c n o     c z e k o l a d o w e    
z    k u b k a

Składniki:

3 łyżki mąki
3 łyżki ciemnego cukru
1,5 łyżki kakao
szczypta sody
1 jajko
3 łyżki mleka
3 łyżki oliwy
3 łyżki chocolate chips (licho wie jak to po naszemu nazwać)

Suche składniki wymieszać, jajko rozbełtać, dodać mleko i olej i wymieszać z suchymi.  Dodać chocolate chips (albo kawałki gorzkiej czekolady) i zamieszać.  Wlać do kubka tak, żeby zająć 3/4 pojemności (urośnie).
Nastawić mikrofalę na max. i wstawić na 3 minuty.

Podawać z lodami waniliowymi/słodkim syropem/nalewką owocową.

Wszystko razem faktycznie trwa 4 MINUTY!



Ale uwaga na podstępnych małych podjadaczy:  zakradają się znienacka z własną łyżką, podbierają, wyjadają i kruszą dookoła.  I tak powstaje masakra, którą później trzeba posprzątać...

 





3 komentarze:

  1. OOO to ciasteczko mi zasmrodziło cały dom w zeszłym roku, a Tobie tak pięknie urosło... to ja może lepiej posprzątam ;P Foty super!!! Widać, że ciacho dobre!

    OdpowiedzUsuń
  2. :)) Może za dobrą masz mikrofalę..;)) Dobre, aż nadto... Jak to mówią, zrobiłam... to i posprzątam:))

    OdpowiedzUsuń
  3. a ja nie mam tego urządzenia i MAM spalony piekarnik ......no to sobie popatrzę , położę się na brzuchu ,bo jak mówisz, że może się spłaszczyć ,to grzech z tej wiedzy nie skorzystać :))))

    OdpowiedzUsuń