środa, 22 stycznia 2014

Pudełka z odzysku czyli chorobliwe zbieractwo

Odkąd jestem MATKĄ strasznie hipochondryzuję...  Coś się w mózgu nieodwracalnie przestawia (jak już gdzieś wcześniej wspomniałam) i człowiek z brawurowej i mocno zabawowej krejzolki z dnia na dzień przekształca się w zrzędliwą hipochondryczną pierdołę.
Zaczęło się jakieś kilka miesięcy po urodzeniu Ziuty:  kiedy się już nią totalnie zauroczyłam i zakochałam po uszy stopniowo zaczęłam zdawać sobie sprawę ileż to niebezpieczeństw czyha na mój skarb największy. Począwszy od groźnych dla życia katarów, poprzez śmiertelnie niebezpieczne biegunki, aż po makabryczne w skutkach wywrotki...  Moja od zawsze bogata wyobraźnia działała teraz na najwyższych obrotach nie dając mi spać po nocach.
Po jakimś czasie zaczęłam drżeć również o siebie: a jak mnie zabraknie..?  Któż będzie w stanie tak w 100% zatroszczyć się o mą dziecinę..?  (O Ojcu Dzieciny jakoś wcale wtedy nie myślałam w tych kategoriach:))  I zaczęło się - tu zakłuje, tam zaboli - pewnikiem schodzić zaczynam. Śmiejcie się, śmiejcie, beztroskie panny, bezdzietne klubowiczki, szalone singielki bez zobowiązań - ja też się kiedyś nabijałam z nadopiekuńczych mamusiek-wariatek...
Jakoś jednak nauczyłam się z tym żyć i nawet nieźle sobie radzę.  Jak pewnie tysiące kobiet w tym kraju a może i miliony na świecie;)
Na odczulenie w dużym stopniu pomogło między innymi blogowanie: przy tylu cudnych inspiracjach wokół mogę się zupełnie przestać zamartwiać i tylko wytwarzać, pstrykać fotki i wrzucać bez opamiętania.
Ale tu przyczaiło się kolejne niebezpieczeństwo: do wszystkich moich wad i wypaczeń dołączyło ostatnio chorobliwe zbieractwo.  Nic nie umiem wyrzucić, bo wszystko się może do czegoś przydać!  Już nie mam gdzie składować tych wszystkich papierów prezentowych, kartek, wstążek i pudełek...
No właśnie - pudełka.  Jako, że prezenty zamówione dla babciostwa i dziadkostwa przyszły były w niebrzydkich pudełeczkach a u mnie masa drobiazgów wala się po kątach - przygarnęłam zamiast wyrzucić, przystroiłam, obkleiłam, podoszywałam i se mam.
Teraz tylko miejsce dla nich znaleźć muszę...








7 komentarzy:

  1. skąd ja znam tę całą hipochondrię - hipo, jak nie wiem. precz z nią! :) a zbieractwo, tak sobie myślę, że to fajna sprawa - zwłaszcza dla osoby, który potrafi zrobić coś z niczego, a Ty chyba do takich należysz (chyba na pewno) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko dom mi się kurczy...;)) Ale fakt, lubię się w tym wszystkim babrać:) Pozdrawiam ciepło w ten zimowy dzień:)

      Usuń
  2. Pięknie przerobiłaś te pudełka. Poboba mi się to, że są proste, ale z tym "czymś".

    OdpowiedzUsuń
  3. :)) Dzięki! Wiosna chyba idzie bo znów mi się zachciało przerabiać...:)) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. ... a Ty wiesz, że ja też zbieracz surowców wtórnych jestem. Jak już się totalnie walają, to je trochę ogarnę, żeby przynajmniej się nie potknąć. Ale straszna, straszna to choroba :) tyko, co tu poradzić, skoro to wszystko takie ładne :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i nigdy nie wiesz czy jak wyrzucisz to nie pożałujesz...;)))

      Usuń
    2. Ja zawsze żałuję, więc już nie wyrzucam, tylko zarastam :)))))

      Usuń