środa, 1 stycznia 2014

Pogrudniowy chlebek bananowy

No jak tam, likwidujecie poświąteczno - posylwestrowe zapasy..?  My każdego roku obiecujemy sobie tyle nie kupować, nie szykować i nie żreć i co z tego - naszym kształtom coraz bliżej do ideału (kuli;) a żałosne resztki i tak piętrzą się i czernieją (ewentualnie zielenieją) we wszystkich zakątkach naszego przepastnego "em"...
"O nie!" - rozszedł się wśród nocnej ciszy gromki głos mojego Gospodarnego Pana Domu. I zaraz potem: "O zgrozo: banany poczerniały!"
I tak oto powstał Chlebek bananowy.

Wszystkie składniki Ziuta wymieszała, a Master Chef wlał w foremkę i piekł 40 minut w 170 stopniach.
Chlebek wychodzi wilgotny i aromatyczny, lecz jeśli brak Ci cierpliwości (jak nam) i pokroisz zanim wystygnie - może się zająć zakalczykiem...  Jednakowoż odrobina zakalczyka czyni go jeszcze bardziej hommejd:))








3 komentarze:

  1. Ja Cię kręcę!!! tego mi trzeba!! Jutro poczerniałych bananów poszukam!!! Tylko skąd wziąć taką piękną foremkę z takim "tegesem"? - no bajka!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha! A skąd by? No z Ikełi! Tam majo Panie takie cuda, że świat i ludzie;) Mnie akurat teściówka taką sprawiła:) Pozdrawiam noworocznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! to musowo muszę śmignąć do Ikei :)

      Usuń