środa, 4 grudnia 2013

Świecznik

Wczoraj, akurat pomiędzy pracą, mikołajkowymi zakupami na wariata, leczeniem Ziutowej wysypki na dziobie a improwizacją przez ludzi zwaną kolacją pojawiło mi się małe okno - jakieś 20 minut - więc poczyniłam sobie świecznik.
Nigdy mnie aż tak nie wzięło, daję słowo: w tym roku jak raz dziennie jakiegoś czegoś świątecznego nie stworzę, to snem sprawiedliwego zasnąć nie mogę...






10 komentarzy:

  1. Prześliczny! A z tym snem jak baniak się nakręci to u nas też ciężko.
    PS. Kim jest Ziuta?

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach dużo by mówić;) w skrócie: moja już czteroletnia złotowłosa błękitnooka miłość największa:)) Córka, znaczy się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak napisałaś o wysypce na dziobie to ja myślałam, że to ten ptak z Twojego głównego banera:) Najmocniej Ziutę przepraszam;)

      Usuń
  3. piekne detale! kreatywnosc spac nie pozwala, wiem cos o tym ;) pozdrawiam cieplo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba pracę trzeba będzie rzucić, żeby dać upust twórczości... ale skąd tu bogatego naiwnego męża wytrzasnąć..??

      Usuń
  4. Szybkiego wyzdrowienia dla Ziuty życzę, a świecznik zacny!

    OdpowiedzUsuń
  5. Wena cię dopadła to twórz na maksa. Świecznik fajny bo taki prosty ale ma swój charakter :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko dobę mam za krótką...;) a i w domu marudzą, że jeszcze tylko świecznika brakowało...:)

      Usuń