niedziela, 22 grudnia 2013

Choinko piękna jak las...

Już jest.  Mamy ją.  Zielona, pachnąca, PRAWDZIWA!

Jestem dzieckiem z blokowiska, które co roku cieszyło się wyciąganiem z pawlacza choinki, skrępowanej sznurem od szlafroka i owiniętej workami foliowymi.  Trzeba było ją rozłożyć, poczekać aż się "ustoi", owinąć lampkami (i ustalić, którą będziemy odkręcać by je wyłączyć na noc;) no i wreszcie ustroić w przechowywane latami w kartonach złote bombki i anielskie włosy... Magicznie;) Choinka sztuczna, ale o dziwo traciła igły (pewnie jakaś zaawansowana technologia lat osiemdziesiątych) więc każdego roku było jej mniej...
A moja Ziuta pewnie nawet nie wie, że takie cuda istniały.
Od pierwszych wspólnie spędzonych z Jej Ojcem świąt mamy prawdziwe drzewka.  To pierwsze było najfajniejsze:  musiałam wyjechać, wróciłam dopiero po świętach a w moim "panieńskim" wynajętym "gniazdku" czekała prawdziwa (!) ustrojona choinka!  Ech, romantyczny był ten facet, że hej:)
No cóż, zostały nam chociaż wspomnienia;))

W tym roku jakoś dziwnie mamy mnóstwo czasu.  Siedzimy sobie razem, ogarnięci słodkim nicnierobieniem, zastanawiamy się co podamy na obiad w pierwszym dniu świąt, ja na luzie produkuję podchoinkowe hendmejdy (bezczelnie zerżnięte od polki i lili - dziękuję za inspiracje:), ukochany beztrosko pląsa z fotoaparatem po krzakach, dziecko obsmarkuje wszystko i wszystkich i wspólnie się dziwujemy skąd tyle wolnego mamy...  Może o czymś istotnym i pracochłonnym na śmierć zapomnieliśmy i oświeci nas przed samą wigilią..?  A co tam, fajnie jest:)







3 komentarze:

  1. Piękna choinka i wspaniały, beztroski czas :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. :) Dziękujemy! Nie taki beztroski - przed nami pediatra;) Ale wesołych Świąt Ci życzę!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wszystkiego dobrego - na resztę świąt i cały nowy rok :) Dziękuję za zaglądanie, za komentowanie, za obecność i cierpliwość - na wiele rzeczy zabrakło mi czasu w grudniu, ale teraz mogę nadrobić chociaż blogowe lektury :)

    OdpowiedzUsuń