niedziela, 10 listopada 2013

Białe szaleństwo

Plany nam się pozmieniały...  Mieliśmy się szykować do wyjazdowej imprezy urodzinowej - a tu Ziuta jakaś smarkata no i babcia raczej odpuściła po dwukrotnej wizycie dziadka na ostrym dyżurze:(  W perspektywie kolejny deszczowy długi łykend.  Pozabijamy się chyba jak coś nie wyniknie;)
No to co robimy?  Remoncik rzecz jasna!  Ganek idzie na pierwszy ogień.
Ten ganek to taki wyrzut sumienia.  Niby nasz, ale bliżej mu do piętra dziadków i - może z powodu odległości od naszego poddasza - jakoś nigdy serca do niego nie miałam.  Przemykaliśmy przezeń błyskawicznie (nie było trudno - zimno tam pieruńsko) i szybko zapominaliśmy jaki tam bałagan.  Nigdy nie było czasu, albo kasy, albo ochoty... Jednak od jakiegoś czasu gnębiło mnie poczucie winy.  No i właśnie nadarzyła się okazja.
Zarządziłam, rozplanowałam, zakresy obowiązków poprzydzielałam i do roboty.  Robimy już drugi dzień a końca nie widać... Żeby uniknąć konfliktów ja zamknęłam się w łazience z pomniejszymi przeróbkami a mój Znający-Się-Najlepiej-Na-Wszystkim-Domowy-MacGyver zaanektował ganek.  Nie mam pojęcia co się tam dzieje, bo taśmą poobklejane i krzyczy, żeby nie wchodzić "bo będzie się nosić".  Nie to nie.  Nie chce, żeby mu się baba wtrącała to później będzie musiał marudzenie znosić;)  Ja sobie tam wkroczę z wałeczkami i pędzelkami na malowanko - już się doczekać nie mogę!
A póki co mały kolażyk z efektów dwudniowego siedzenia w łazience:


Wkrótce sprawozdanie z reszty:)  




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz