poniedziałek, 28 października 2013

Pstryk! Pstryk!

Z całą mocą potwierdzam – internet rozwija! Koleżanka (polonistka) straszy ponoć dzieci, że „jak tak będą tylko klikać na tych klawiaturkach i tymi myszkami to w ogóle myśleć przestaną”. Dzieci jak to dzieci wcale się nie przejmują i klikają nadal. I dobrze. Niniejszym dementuję złośliwie szerzone pogłoski jakoby korzystanie z komputera wyłączało myślenie. Przykład – odkąd param się sztuką (nie bójmy się tego słowa;) tworzenia bloga (czyli konkretnie jakieś ostatnie dziewięć do dziesięciu bardzo intensywnych dni) baaardzo się rozwinęłam. I to w wielu dziedzinach: opanowałam czynności wstępne (tła, szablony, gadżety i takie tam), nauczyłam się tworzyć favicony, myślę trochę składniej chyba no i ZACZĘŁAM ROBIĆ ZDJĘCIA! Do niedawna wielce szanowny i przedoskonały ojciec mojego dziecka, który w różnych kręgach uchodzi za wielkiego miłośnika (ba, nawet autorytet!) fotografii nawet nie podejmował próby tłumaczenia mi dlaczego spędza dziesięć dwudziestych czwartych swojego czasu na robieniu zdjęć, ściąganiu zdjęć, obrabianiu zdjęć, względnie czytaniu o zdjęciach. Nie mam o to żalu oczywista. Te wszystkie przysłony, balansy, czasy i czułości (!) przerastały mnie. Na dokumentowanie codzienności całkowicie wystarczał mi aparat w telefonie... Aż tu nagle złapałam sobie z ciekawości jeden z jego aparatów zadałam ze trzy pytania i zaczęłam pstrykać. Aaale faaaajnie! Coś tam pstrykam, przestawiam, eksperymentuję, momentami się złoszczę, ale najważniejsze: mam własne fotki na bloga:))
Owszem, czasem fotograficzny guru, z którym mam zaszczyt mieszkać, traci cierpliwość kiedy po raz kolejny pytam o to samo i wściekam się kiedy coś poprzestawiam i wychodzi jakaś kupa a nie zdjęcie; czasem potrafię go nawet zastrzelić pytaniem:
- A ten obiektyw to jak się nazywa?
- Stefan.
Ale ważne, że JEST ZABAWA:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz