niedziela, 20 października 2013

Nowy tydzień

No i jest. Całkiem nowy, świeży i trochę straszny. Lubię wyzwania, z reguły mnie mobilizują, ale ogarnięcie nadchodzących dni nieco mnie przerasta... Czwarte urodziny. Musimy: a) dogadać się z rodziną (nie zamierzam szykować uczty w środku tygodnia); b) zanieść coś do przedszkola – nie wiem, tort, cukierki, balony czy co; c) zorganizować pierwszy w życiu kinderbal; d) zamówić tort, który nie zaszkodzi uczulonym na jaja, mąkę, orzechy, czekoladę i sierść konia; e) zrobić własnoręcznie drugi dla wymagającej kulinarnie rodziny; f) nabyć PREZENT DLA ZIUTY. A poza tym pracować, gotować, jeść, żyć... Pewnie każda mama tak ma i nie widzi w tym nic specjalnie trudnego. Ja natomiast cały czas łapię się na tym, że różności wynikające z macierzyństwa czasem mnie przerastają. Problem w tym, że jak już się za coś wezmę to musi wyjść IDEALNIE. Nie toleruję prowizorki. I potem w święta siedzę do nocy nad cholernymi piernikami bo lukier musi być śnieżnobiały (mimo, że nikt tego nie zauważy – kto normalny przejmuje się piernikami podpisanymi imiennie pośród świątecznego „wielkiego żarcia”?) albo lepię jakieś pokręcone bibułkowe zwisy vel dekoracje na rodzinną „kameralną posiadówkę”. Wariatka.
Ale za to jak już wszystko wyjdzie jak miało wyjść – jest moc;)
Powoli dociera do mnie, że proszenie o pomoc nie boli. Muszę tylko popracować nad formułowaniem jasnych i prostych komunikatów – ponoć tylko tak można coś osiągnąć licząc na męską współpracę. No i muszę pamiętać o zaczarowanym słowie „proszę”. Akurat w skład mojej podstawowej komórki społecznej wchodzi taki egzemplarz co to poleceń nie wypełnia – tylko do prośby może się przychylić;)
Na ten moment jest tak: zaproszenia dla dzieciaków zrobione i doręczone („Mamo, a czy mogę zapjosić tjeneja?” „Nie wiem dziecko czy trener zarzuci na dwie godziny swoje życie rodzinne i zawodowe żeby zjeżdżać na dmuchańcach z bandą czterolatków...”); upominki dla małych gości przemyślane; mglisty zarys tortu jest; prezent zamówiony na aledrogo.

A zaraz pędzę na fitnesik, żeby poczuć przypływ energii, której tak bardzo w tym nowym tygodniu będę potrzebować:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz